Miłość w wyszczerbionym kubku

Miłość w wyszczerbionym kubku

„Wizja końca” – jak pisałam wczoraj – to nie straszak, w imię którego znowu zostaje nam 1000 procent normy, tym razem wsadzonego w nasz „rozwój”, życie rodzinne i realizację celów… Bo perfekcjonizm tak samo można przyłożyć do relacji, jak do pracy. I wtedy one stają się nie do zniesienia: wtłoczone w tabelki, z wielkim plecakiem postanowień i procedur zachowania, i z oczekiwaniem sukcesów, które już nie wiadomo, jak mierzyć – bo to, co między ludźmi, jest nie do końca uchwytne. Często zawieszone między połową zdania i tym, czego się nie powiedziało, między naszym osobistym wczoraj i marzeniem o jutrze, które spotyka się z tak samo poplątaną historią i wielkimi marzeniami drugiego człowieka.

Więc nie. Świadomość mijania i tego, że pozostawiamy po sobie jakąś spuściznę i zapisujemy wspomnienia dla naszych bliskich nie powinna wpędzać w nerwicę. Przeciwnie, raczej dawać dystans, akceptację i ciepły uśmiech dla wzajemnych ułomności. Rzeczy, które dzisiaj doprowadzają nas do szału w mężu czy żonie – z łatwiej pokochać, gdy mamy świadomość, że drugi jest darem na jakiś czas, nie – własnością. I ja staram się wierzyć, że mój mąż tęskniłby kiedyś za moim „dlaczego chodzisz znowu bez kapci?”. Że zostałaby pamięć dobrych intencji ubieranych w niezgrabne słowa. Pamięć tego, jak bardzo chcemy – przy tym, jak bardzo nie potrafimy.

Trzeba zostawiać w życiu szeroki margines. Na słowo „przepraszam”, na zmęczone milczenie po całym dniu, choć chcielibyśmy właśnie być dowcipni i wypoczęci, bo w końcu „chwila dla siebie”. Margines na stosik nieuporządkowanych papierów i na półkę w biblioteczce, na której obok ciągle nieprzeczytanych jeszcze noblistów leżą znalezione na podłodze guziki, ważne części zabawek, których dawno już nie ma, i baterie (nie wiadomo, czy stare, czy nowe, czy jeszcze średnio nadające się).

W wizji „życia spełnionego” potrzebne jest miejsce na słabość, ograniczenia, chwile szare i poranki bez przejaśnień. Na tym szarym płótnie można malować naszą tęsknotę za miłością i przyjmować ją w wyszczerbionym kubku. I przygarniać siebie nawzajem, delikatnie, by nie potłuc w drugim tego, co w nim osłoniete lękiem, prywatne, wrażliwe i kruche.

Małgorzata Rybak

2 komentarzy

Komentarze są zamknięte.