Zaczynaj z wizją końca*

Rok temu początek stycznia upłynął mi w dużym wyciszeniu. Jakoś zawsze przygotowują mnie do tego Święta i czas po nich, gdy na ogół cała nasza rodzina ma wolne – i tradycyjnie wtedy są momenty, że sięgam po kryminał, który przypomina mi cudowność chwil spędzanych tylko i wyłącznie dla rozrywki (moje lektury obecnie, choć pasjonujące, zakładają jakiś pożytek czy tzw. “rozwój”). Więc po Sylwestrze mam już przetrenowaną bezczynność i dystans do rytmu “działania”.

Tak pojawił się w zeszłym roku styczeń. Jego pierwsze dni upłynęły mi na wykonaniu ćwiczenia, jakie zapisał w swojej książce Stephen Covey, a które samo w sobie jest praktyką starą jak świat. Opisuję zarówno to ćwiczenie, jak i jego wnioski, w tekście dla Aletei Polska (KLIK).

Nie przypuszczałam, że mapa, jaką w ten sposób stworzę, tak bardzo się przyda już kwartał później. Gdy zaczęło się w naszym życiu piekło i gdy wysadzeniu w powietrze uległy projekty i relacje, w które zainwestowaliśmy kawał życia, i wokół fruwały porozrywane fragmenty dawnej rzeczywistości, zostawał marsz. Nie bezwiedna ucieczka, jak zmyka wsytraszony fajerwerkami zwierzak, nie potrafiąc znaleźć drogi do domu. Ale przesuwanie się, noga za nogą, w kierunku pokazywanym przez mapę, jaka powstała kilka miesięcy wcześniej. Nierównym krokiem i z wieloma momentami leżenia w rowie bez przytomności, ale jednak. Ku światłu.

Byłoby wielkim idealizmem pisać, że wszystko jest po coś, że może nie była to Hiroshima, tylko wybuch supernovej – i dzięki niemu narodziła się gdzieś gwiazda. Nie wiem, co to było. Boję się retoryki, która zdejmuje odpowiedzialność z ludzi i bez wysiłku przypisuje ją “Bogu”. I tej, która zwinnie interpretuje wydarzenia, łatwo przechodząc nad ich konsekwencjami. Równocześnie wierzę, że udział w sytuacjach ogromnie trudnych uczy czegoś odwrotnego – empatii zamiast mądrych wystąpień na temat cierpienia. I choć nie uważam, że zniszczenie jest drogą powoływania na świat dobra – wierzę, że ono może kiełkować także pośród spustoszenia. Doświadczyłam go wiele, także dzięki ludziom, którzy byli. Wdzięczność dla nich na zawsze zostanie w moim zapisie ekg.

Tyle dygresji. 🙂 Może spróbujesz także, może Ci się przyda. Popatrzeć na swoje życie z perspektywy jego końca. Nie po to, by rządził Tobą lęk, ale by uświadomić sobie, czego chcesz nabardziej. Bez czego nie da się żyć.

Małgorzata Rybak

*to tytuł rozdziału z książki 7 nawyków skutecznego działania Stephena Coveya.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *