Moja Babcia nie umiała gotować.
Nie wiedziałam o tym jako dziecko, bo brała się za kuchnię w taki sposób, jakby celebrowała sztukę kulinarną.
Gdy u niej byliśmy, już rano opowiadała nam o tym, że będziemy smażyć kotlety schabowe albo przyrządzać zupę wiśniową z makaronem.
I ja, niejadek, czekałam na poezyje tworzenia tych kulinariów z zapartym tchem.
Gdy mieliśmy wycinać chrusty, od rana nie myśleliśmy o niczym innym.
Bo dla babci gotowanie z nami było rytuałem. I dlatego – dla nas również.
Podobnie jak nawijanie włosów na wałki – siadaliśmy z nią przed lustrem i było bosko patrzeć na to, jak z uśmiechem zawija na swoje krótkie włosy wałeczki różnego rozmiaru, a potem całą konstrukcję na głowie opina delikatną siateczką. I my mogliśmy sobie jakiś wałek na włosy zapiąć i było to wielkie przeżycie.
Podobnie jak wieczorna kąpiel. Bo potrafiła tak czarować rzeczywistość, że stawała się ona niezwykła.
A ranki? Latem zaczynały się od sprawdzenia wskazań termometru. Dla babci pogoda zawsze była dobra. Tym sposobem zapamiętałam, że latem wtedy było średnio dwadzieścia stopni.
Mam z tej historii taki wniosek, że dzieci lubią rytuały. Czekają na włączenie w nie w sposób pełen fantazji i błysku w oku. Stają się one rusztowaniem dla ich świata.
Pamiętajcie, że dziś jeszcze „early bird” na dołączenie do grupy o rytuałach, dlatego czytacie mnie częściej <3
Szczegółowe informacje znajdziesz TU [KLIK].
Bądźcie dobrzy dla siebie
Małgosia
A na zdjęciu pierścionek od mojej Babci, który ma ze sto lat, i o którym też Wam kiedyś opowiem.
