Poczucie własnej wartości – to nasz układ immunologiczny. Gdy usłyszałam tę myśl na wrocławskiej konferencji poświęconej wychowaniu w szacunku, wydała mi się ogromnie trafna. Poczucie własnej wartości rzeczywiście chroni przed wieloma destrukcyjnymi siłami. Przed przejmowaniem się każdym słowem krytyki albo czyimś zdaniem, które bardzo różni się od naszego. Przed porzuceniem własnego powołania i zakopaniem talentów, z których największym jest miłość. Gdy myśli i słowa innych przeszywają nas jak sztylety, tak wiele energii pochłania leczenie ran. Gdy opinie innych ludzi są dla nas jak księga prawd objawionych na nasz temat, nie mamy się gdzie schować przed wymysłami niedouczonych, nieżyczliwych czy po prostu obcych nam ludzi, którzy nie mają pojęcia ani o tym, kim jesteśmy, ani jakie jest nasze życie.
Bliskie jest mi od wielu lat myślenie o poczuciu własnej wartości jako o „ciężarze własnym”. To taka pewność, że jestem kimś ważnym i dobrym. Dzięki niej dajemy sobie prawo do wyborów i decyzji w oparciu o własne doświadczenie i to, co odkrywamy jako ważne i prawdziwe, wielokrotnie zresztą okupione cierpieniem. Im mniej mamy „ciężaru własnego” – owego przekonania, że mogę być tym, kim jestem i że jak każdy człowiek zasługuję na szacunek – tym łatwiej wyciągamy rękę w geście prośby, by ktoś nas „potwierdził”. By dał nam prawo do własnych decyzji, pozwolił dbać o własne zdrowie, wspierał w życiowych wyborach. Bo sami czujemy się tak słabi, że wołanie własnego serca wydaje się niewystarczające.
I wtedy nie wystarczy, że chcesz zacząć projektować płaszcze, zamiast prowadzić kancelarię prawniczą. I nie wystarczy, że zgadzasz się wewnętrznie, by twoje dzieci nie dawały się całować każdemu wujkowi, który przychodzi w gości. Nie wystarczy, że marzysz o weekendzie w górach. Bo potrzebujesz, żeby ktoś chciał, zgadzał się i marzył razem z tobą. Bo bez tego już się nie da nic przedsięwziąć. I jak mąż nie krzyczy „hura”, gdy opowiadasz mu o swoim planie, to znaczy, że będzie klapa. A on tylko nie krzyczy „hura”. Nie jest przecież tobą, nie wszystko rozumie, nie wszystko budzi jego entuzjazm.
Czasami poczucie, że „nikt mnie nie wspiera” wynika z tego, że mnie samej/samego nie ma blisko mnie i po własne stronie. Nie stajemy tam też „przeciw komuś”, ale po to, by po prostu ze sobą być. By siebie nie zapomnieć, nie zgubić. Po to, by zdanie innych nie odebrało nam własnego życia i wyborów.
M
Poruszył mnie Twój wpis. Dotknęłaś bardzo istotnej sprawy-poczucia własnej wartości. Mam z tym problem od bardzo dawna tylko nie mogłam ująć tego w słowa. Teraz rozumiem, że mam prawo odczuwać to co czuję, mam prawo mówić to co myślę, mam prawo robić, to co chcę. Przez cały czas starałam się spełniać czyjeś oczekiwania: mojej mamy, męża, a sama wewnętrznie niszczyłam się. Bardzo starałam się być najlepsza:naj-oceny, naj-studia, naj-praca, naj-chłopak – aby nareszcie mama pochwaliła, ale tego nie dostałam i nie dostanę. Miałam męża-robiłam co on chciał, ważny był on i jego potrzeby, walczyłam o małżeństwo 1,5 roku, starałam się być naj dla niego- ostatecznie porzucił mnie z maleńkim dzieckiem, bo „życie mu skończyło się bo ma żonę i dziecko, wolał życie kawalerskie”. Teraz wróciłam do prawdziwego „ja”, buduję swoje poczucie wartości i choć na co dzień bywa różnie, to już nie potrzebuje ciągłego potwierdzenia, że dobrze robię, że jestem osobą wartościową.
Dziękuję za Twój komentarz! Myślę, że porzucenie / odrzucenie to doświadczenia, które chwieją naszym poczuciem własnej wartości u samych jego podstaw. Potrzeba wiele wsparcia i czasu, by nie przenosić na siebie perspektywy odrzucającego („widocznie jestem do niczego”) i wyraźnie się od niej oddzielić. Dużo dobrego na drodze bycia przy sobie i odbudowy poczucia własnej wartości! Pozdrawiam serdecznie
Mądre budujące słowa. Mam taki etap że poczucie własnej wartości spadło do zera. Obwiniam za to partnera. Niszczy mnie systematycznie swoją nieodpowiedzialnoscia, kłamstwami, chłodem i brakiem empatii. Jest to układ w którym muszę jeszcze tkwić półtora roku. Szukam porad jak przetrwać odrzucenie emocjonalne i fizyczne przez osobę która miała kochać. Tak. Postawić na własną wartość . Jednak potrzebuję tak bardzo przytulenia, wysłuchania, wsparcia gdy coś mi nie wyjdzie. Potrzebuję serca w spojrzeniu, uczucia że komuś na mnie zależy że jest ktoś kto da mi czas, uwagę. Potwierdzenia że nie jestem sama na świecie. Potwierdzenia że moje życie ma sens. Jestem w jakimś kołowrotki . Raz czuję że muszę robić coś co da mi wartość a raz do bólu
potrzebuję przytulenia, wsparcia. Nauczyć się samej dawać sobie prawo do bycia zadowolona, szczęśliwą. Nie uzależnić mojego poczucia szczęścia od innych. Jak tego się nauczyć? Jak nie brać pod uwagę instynktow; potrzeby ciepła, troski ? Pozdrawiam serdecznie
Kiedy nie doświadczamy empatii jest trudniej. Mi pomaga myśl, że druga osoba może tego zupełnie nie umieć dać i nie rozumieć tej potrzeby. Czy masz jakieś miejsce, że możesz tej empatii dostać więcej? Przytulam <3