Pewnie różne rzeczy słyszeliście o coachingu. Niektórzy z Was może spotkali ludzi, którzy nazywali siebie coachami, bo mieli (w swoim przekonaniu) świetne pomysły odnośnie tego, jak każdy powinien żyć, co myśleć i co robić. Innym z Was może przychodzić na myśl wynajęcie kogoś, kto pozwoli zwiększyć swoją efektywność – czyli coach, który jest trochę jak trener na siłowni. Inni z Was może napotkali w sieci ludzi, którzy nazywając siebie coachami, obrzucali innych inwektywami, poganiali, wyśmiewali. A może tylko pytacie siebie, dlaczego na tę rolę nie powstało żadne polskie słowo (odpowiadam: też nie wiem i też chciałabym polskiego odpowiednika!)
Mogę Wam tylko powiedzieć, czego ja się nauczyłam w dwóch szkołach – Szkole Coachingu w ogólnopolskiej, uznanej Akademii SET oraz podczas drugiej szkoły, Coachingu Opartego na Potrzebach, prowadzonej przez Pernille Plantener.
Nauczyłam się, że coaching to słuchanie. Słuchanie nie tylko słów, ale też sposobu ich dobierania. Słuchanie tego, co dzieje się w ciele klienta. Słuchanie tonu głosu i energii, z jaką słowa są wypowiadane. Słuchanie znaczeń nadawanych słowom. Słuchanie uczuć. Słuchanie potrzeb. Słuchanie przekonań. Słuchanie, co klient powiedział dzisiaj i co powiedział o tym samym dwie sesje temu. Słuchanie kontekstu. Słuchanie tego, co dzieje się w moim własnym ciele i uczuciach w odpowiedzi na to, co mówi klient.
Nauczyłam się też, że coaching to zadawanie pytań. Które mają swój początek w tym, co klient mówi. Tam szukają tego, co jest ważne. Tam szukają znaczenia. Wyjaśnienia. Tam szukają sedna sprawy, która może się okazać nie do końca tym, czym wydawała się na początku. To pytania, które mają pomóc klientowi, a nie zaspokoić moją ciekawość (choć ciekawa jestem każdego spotkania). To także takie pytania, które klient mógłby zadać sam sobie, gdyby tylko je znał. I które mogą zostać na dłużej, jako nowy zasób.
Nauczyłam się też, że coaching to odzwierciedlanie. Czyli pokazywanie klientowi, co właśnie powiedział. Sprawdzanie, czy jest to tym, czym by chciał, by było. Pokazywaniem obrazu trochę z lotu ptaka, by łatwiej było na nim nawigować i tworzyć mapy. Czasem to odzwierciedlanie wewnętrznego konfliktu i części, z których każda ma swoją opowieść i swoje cele.
Nauczyłam się też, że za każdym działaniem kryją się jakieś ważne potrzeby. I że czasem także są one w konflikcie, i wtedy tworzą hamulec do tego, by realizować swój potencjał i wartości. Nazywanie ich i uświadamianie ich sobie może tworzyć nową jakość.
Nauczyłam się, że każdy człowiek jest tajemnicą i kosmosem złożoności, a jednocześnie tyle radości sprawia, gdy możliwe jest rozsupłanie jakiegoś malutkiego kawałeczka, gdy coś staje się jasne.
Ujmuje mnie w mojej pracy, że to relacja równa. Że jednym z najważniejszych zdań, jakie się w niej u mnie pojawiają, to „nie wiem”. Bo to klient jest ekspertem od swojego życia. Na ogół zresztą bardzo wrażliwym i wyczulonym, gdybym próbowała go ciągnąć w swoją stronę.
Coaching to także proces krótki, który trwa na ogół do kilku miesięcy, od 2-8 spotkań. To, co najważniejsze, i tak się dzieje pomiędzy spotkaniami. Czasem coaching odkryje nowe obszary, którym potrzebne będzie zaopiekowanie w psychoterapii. Dla niektórych zresztą to pierwszy krok do uznania, że „jestem kimś ważnym” i że są takie ważne sprawy, którym potrzebne jest głębsze spojrzenie i wgląd, i dłuższe towarzyszenie.
Pierwsza sesja ma charakter konsultacji i przymiarki, czy do siebie pasujemy, czy temat nadaje się na coaching i czy chcemy się spotkać znowu. Trwa 80 minut. Kolejne – 1h.
Koszt sesji – to 150 zł.
Kontakt: malgorzata.anna.rybak@gmail.com