O górach, butach i akceptacji

O górach, butach i akceptacji

Gdy jechałyśmy w piątek po południu w góry, zaczęła się śnieżyca. Podróż po krętej drodze krajowej przedłużyła się o godzinę. Na miejscu odkryłam, że buty górskie zostały na ganku przed domem. Poczułam w ciele, jak zwiększa się ciężar po i tak już trudnym tygodniu.

Miała być wiosna, był śnieg wszędzie. Sobotni ranek witał nas chmurami. I pomyślałam, jaka to wielka różnica, pomiędzy tym, co bym chciała, a co się dzieje. I że to takie miejsce, gdzie potrzebna mi jest akceptacja.

Bardzo ostatnio doświadczam tego, jak cenne jest rozpoznawanie, na co mam wpływ, a gdzie potrzebna jest zgoda, że go nie ma i nie będzie. Brzmią mi w uszach słowa Agi Stein, że „bezradność informuje mnie o tym, że potrzebuję szukać wpływu gdzie indziej”. Bo walenie głową w ścianę jest ogromnie czasochłonne i kosztuje wiele energii. Zabiera ten czas i energię, którą można ulokować gdzie indziej.

Więc mam do siebie kilka pytań, z których może masz ochotę wziąć coś dla siebie:
– Ile jeszcze potrzebuję dowodów na to, że w danej powtarzającej się sytuacji to co robię/mówię/ o co proszę nie przyniesie oczekiwanego rezultatu?
– Co by się stało, gdybym przestała się starać bardziej robić rzeczy nieskuteczne?
– Na co pojawi się miejsce, gdy zgodzę się na to, ile mogę, a czego już nie?
Gdy już zgodziłam się na to, że nie mam butów, nie mam siły i nie wejdziemy z córką na Grzbiet Karkonoski tym razem, że jest mróz i zima w górach – to wiecie co się stało? Wyszło słońce.

I to było mega. 🙂

Bądźcie dobrzy dla siebie 💚

M

Foto: część Ania, część ja. Tej zimy podzieliliśmy się w domu weekendami i gdy tylko się da, mąż jedzie z naszym 15-latkiem na biegówki, a ja z naszą18-latką na łażenie po górach. Zmiana domowa opiekuje się 6-letnim synkiem, który wierzę, że kiedyś do nas dołączy. ♥️