Poradzić sobie ze sobą

Poradzić sobie ze sobą

Możemy nie dostrzegać subtelnych form ucieczki od siebie, jakie kryją się w tworzeniu alternatywnych „ja”. Ktoś, kim powinienem być. No i jeszcze słyszane tyle razy: „Bądź najlepszą wersją siebie”. Zawieszeni między pełną niepowodzeń przeszłością a idealną przyszłością („future perfect, past tense”, jak pisała Zadie Smith w „Białych Zębach”) – możemy naprawdę skutecznie mijać się z samymi sobą. I odrzucać siebie z obojętnością, pogardą, wstydem. A przecież nie zrobilibyśmy tego nikomu obcemu.

Jeśli naprawdę ma być lepiej, potrzebujemy przygarnąć ze zrozumieniem tak swoją przeszłość (świętując dobro i opłakując, co stracone albo co nam się nie udało), jak i siebie teraz. Spotkać w końcu tę Gosię, Kasię, Piotra, Tomka, którymi jesteśmy. Dobrze poznać ich twarz, objąć ramieniem plecy, odnaleźć dłoń. Wsłuchać się w to, czego potrzebują. Po to, by być bliżej samych siebie i drugiego człowieka.

Otulić, co słabe, podziękować temu, co mocne.

Jeśli przyjmę siebie i sobie ze sobą poradzę, to we dwoje będzie nam już o wiele raźniej witać nowy dzień 🙂

M

Jeden komentarz

Komentarze są zamknięte.