Powrót do wewnętrznego domu

Powrót do wewnętrznego domu

Jak wpadłam na napisanie tego tekstu? Na Mszy odpustowej w naszej letniej, wiejskiej parafii zgasła lampka oliwna na ołtarzu. Ministrant podszedł zapalić ją znowu, a ja zaciekawiłam się, czy tak załatwi sprawę. Bo jeśli knot się zapadł albo oliwa się skończyła, to na nic się zda zapalanie i to wiele razy. Nie da się wymusić świecenia bez zaopiekowania tego, co jest w środku.

Mam poczucie, że bardzo często rozmaite podejścia do tworzenia relacji z innymi ludźmi stosują metodę wyciskania pustej cytryny. Stachanowski „dar z siebie”, zanim ktoś w ogóle wyruszył w podróż do siebie. Zalecanie, jacy mamy być, zanim dotrzemy do tego, co się dzieje w środku. Recepty na szczęśliwe małżeństwo, skuteczne rodzicielstwo i zawodowe spełnienie bez wywiadu, diagnozy, leczenia. Jak można tworzyć jakiekolwiek „więzi”, nie otaczając opieką więzi we własnym wnętrzu? Jak tworzyć dom, gdy wewnętrzny dom sam jest jak rozpięta na patyku płachta, w której nie ma ukojenia?

O tym wewnętrznym domu, genezie jego tworzenia się w nas i potrzebach z nim związanych napisałam w ostatnim tekście dla Aletei [KLIK] . I bardzo jestem ciekawa, jak tego doświadczacie, jakiej opieki potrzebują Wasze domy. I co byście do tego dodali.

Z ciepłymi pozdrowieniami z drogi do domu – po prawie dwóch miesiącach wakacyjnego przemieszczania się, słaniając się już ze zmęczenia, w końcu i z ogromną tęsknotą i radością wracam <3

m