Pragnę

Pragnę

Są ludzie, którzy proszą o pomoc nieustannie. Wydaje się, że zdelegowali już całe swoje życie na innych i jadą po kolorowej zjeżdżalni przysług. Jak dzwoni od nich telefon, lepiej nie odbierać, bo odmówić nie będzie prosto.

Zdecydowana jednak większość osób, jakie znam, ma kłopot z tym, by o pomoc poprosić albo ją przyjąć. Jakby nie chcieli zajmować sobą przestrzeni. Jakby nie czuli, że przysługuje im takie prawo.

Zastanawiam się, dlaczego to takie trudne. I nie mam na myśli tych sytuacji, gdy perfekcjonizm sprawia, że „sama zrobię to najlepiej”, więc lepiej nikogo nie wpuszczać do swoich zadań, a brak miłości do siebie można potem przyklepać pociechami, że jednak świetnie daję radę. Myślę raczej o tych sytuacjach, gdy podejmujemy swoje small talki o pogodzie, dzieciach i szkole, a chcielibyśmy opowiedzieć, jak czasem jest ciężko. Te chwile, gdy mówimy, jakoś to będzie  albo będzie dobrze, a wszystko w nas woła: wiesz, naprawdę się boję, jak to będzie. Chodzi mi o te momenty, gdy dobrze, by koło nas był blisko drugi człowiek, ale ciężko go o to wprost poprosić. Czasem trudno zdobyć się na taką prośbę w tak bliskiej relacji, jak małżeństwo. Nawet tam próbujemy dawać radę sami.

Oczywiście, to ogromne ryzyko, potrzebować czegoś od kogoś. Można tego nie dostać. Czasami jednak bardziej przerażające wydaje się, że właśnie ta miłość, wsparcie i pomoc mogłyby przyjść. Czy wtedy zostalibyśmy dłużnikami do końca życia? Czy potrafimy w sobie znaleźć zgodę na bycie biednym dłużnikiem? A przecież to, co wydaje się nam długiem, jest także darem dla kogoś, kto mógł się poczuć w naszym życiu kimś ważnym.

Samowystarczalność to kolejna iluzja, która czyni codzienność „nie do życia”. Wracają do mnie słowa Jezusa z krzyża: „pragnę”. Jak to możliwe, tak się odsłonić. Już w tak całkowicie obnażonym i wystawionym na wzrok publiczny ciele – odsłonić jeszcze głębiny swojego jestestwa. W sytuacji, bądźmy szczerzy, po ludzku beznadziejnej – mówić o tym, że jestem słaby, wrażliwy i w wielkiej potrzebie obecności drugiego człowieka.

A jednak tak stajemy się dla siebie nawzajem naprawdę ludźmi. W zaufaniu odsłaniania swoich kruchych i biednych części. W powierzaniu ich sobie nawzajem.

M

Foto: Ania Rybak