Przy świetle z 2021

Przy świetle z 2021

Jaki to był dla mnie rok?

Bogaty w doświadczenia. Największą zmianą, jaka nasuwa mi się od razu, było założenie działalności gospodarczej w marcu i od tego czasu budzenie się z tą świadomością i tą odpowiedzialnością co rano. To bardzo samotne miejsce, w którym bardzo potrzeba umieć znajdować oparcie w sobie samym. Co jednocześnie jest możliwe, tylko ze wsparciem innych ludzi (cieszę się, że to wiem i wprowadzam ją w praktykę). Myślę o nich z ogromną wdzięcznością i na podsumowanie roku zapiszę z przejęciem ich imiona w zeszycie z piękną okładką, który dostałam od brata.

Wielkim wyzwaniem było ujawnianie siebie i swojej pracy, opowiadanie o niej, określanie jej wartości w złotówkach. Moje życiowe CV przyzwyczaiło mnie do uznawania, że ile bym nie zrobiła, jest warte co najwyżej „dziękuję”. Długo nazywałam ten bagaż swoim „losem”, ale rok 2021 dał mi wiele okazji do odbierania odpowiedzialności za moje życie losowi i wkładania jej tam, gdzie jej miejsce: w moje własne ręce. Jak one za tym tęskniły. Często witały ją jeszcze drżące, czasem niepewne, a jednocześnie coraz bardziej gotowe, by tworzyć, dawać i sięgać.

Był to rok, gdy ciało przypominało, że bez wysp odpoczynku i beztroski nic nie jest możliwe. Gdy mówiło o tym, jak chce być ważne i brane pod uwagę. Ile potrzebuje w tym pomocy.

Był to trudny rok terapii, najtrudniejszy jak do tej pory, gdy mimo mojej elokwencji, która potrafi zagadać każdy ból, dotarło do mnie wyraźnym głosem wiele ogromnych strat. Jakbym odkryła w budowli własnego życia w końcu najniższą posadzkę. Zimną, mokrą, starą jak świat. To bardzo trudne miejsce – zaniemówienia, poczucia własnego serca, które waży kilka ton, żałoby – a jednocześnie to miejsce bardzo spokojne. Pod stopami czuć grunt, gdy wiadomo, na jakiej ilości cierpienia powstaje to, co widać nad ziemią. Staje się jasne, z jaką uważnością na siebie i z jaką delikatnością to budowanie musi się zadziać.

Był to niezwykły rok dla naszej rodziny. Z powodu pandemii nadal odkrywamy cudowny potencjał naszego bycia we własnym gronie i tego, ile mamy sobie nawzajem do zaoferowania, jeśli zechcemy pobyć razem. To rok, gdy nasza córka skończyła osiemnaście lat (trudno opisać wszystkie uczucia, jakie temu towarzyszą 🧡), syn poszedł do liceum (a w domu zaczął grać na instrumentach, jakby to umiał od zawsze), najmłodszy – zadziwia mnie nieustannie wyobraźnią i sercem. Ważny rok poszukiwań zawodowych i życiowych mojego męża. No i przełomu w naszym wyruszeniu w świat i w nieznane – czegoś, co zawsze zostanie w mojej pamięci jako „włoskie wakacje życia”.

Chcę usiąść z tym rokiem jeszcze. Poprzytulać to, co poobijane. Poświętować to, co karmiące i piękne. Ogrzać się przy wdzięczności za dobro, które przyniósł.

Zobaczyć, co szczególnie potrzebuje w moim życiu dobroci dla siebie.
M
Na kafelku – obrazek Mariny Czajkowskiej, @4mara