Regulacja niekoniecznie przez rzeczy

Regulacja niekoniecznie przez rzeczy

Gdy jechałam niedawno rankiem do szpitala na badania, GPS ominął korki wioząc mnie po wsiach, drogach i polach, o których istnieniu nie wiedziałam.

Wysiadłam z auta w dzielnicy onegdaj familoków, a dziś ogrodów k starych drzew, ku obłędnemu śpiewowi ptaków.

Obłędnemu, a przecież przychodzącemu z tak potrzebnym otrzeźwieniem.

Spacerując do szpitala, gdzie urodziłam dwójkę z trojki naszych dzieci, czułam się sama jak noworodek, który rodzi się po zimie ku życiu.

Przypomniałam sobie, jak łatwa jest regulacja w kontakcie z przyrodą – z dotykiem słońca na policzku, z widokiem chropowatej kory drzewa, z ledwo zieleniącymi się, gołymi jeszcze gałązkami.

Jak przyroda łatwo przypomina, jakie to są te prędkości układu nerwowego, przy których da się żyć przytomnie.

I pomyślałam, że lepiej czuć się kochanym przez ptaki, świeżą trawę łąk j oddychające skiby ziemi, niż przez rzeczy zapraszane do domu, przez które szuflady, szafy, garaże pękają w szwach.

Nie umiałam wrócić do domu przez miasto, mimo że gps obiecywał szalone oszczędności czasu i paliwa.

Wracałam przez wsie, o których mi się nie śniło, a przez opuszczoną szybę wpadał obłędny, trzeźwiący śpiew ptaków.

W poniedziałek ruszamy w drogę w grupie „Czule odgracanie”. Będziemy przywracać się do życia – do stawania się trzeźwymi i żywymi w relacji z przedmiotami.

Jeszcze możesz dołączyć w niższej cenie.

Informacje i zapisy  TU [KLIK] .

Z życzeniami dobroci dla siebie
Małgosia