Schowamy się?

Schowamy się?

– Schowamy się? – pyta się mnie nasz dwuipółletni synek, Pawełek. I zaprasza pod wielki, żółty koc z napisem Pierre Cardin, jakiego sami byśmy sobie zapewne nigdy nie kupili i nie stali się jego posiadaczami, gdyby nie był prezentem ślubnym piętnaście lat temu.

– Dobra, schowamy się! – odpowiadam. Plan co prawda był inny. Skończyć się ubierać (znaczy Pawełka), który półnagi ucieka pod koc. Wiem jednak, że dla niego jest to pytanie o możliwość spędzenia wspólnie kilku chwil w naszym namiocie, który chroni nas przed tygrysami. Wczoraj akurat czytaliśmy w nim książeczkę o ciekawym zawodzie śmieciarza i o śmieciarkach.

To taki symboliczny gest, wejście pod koc z dzieckiem, które o to prosi. Wybór działania, które z punktu widzenia „efektywności” nic nie sprawia. Można by w tym czasie uprzątnąć do szuflad tzw. „kulkę” z wypranej odzieży, która leży na fotelu. Można by rozwiesić pranie, które się wyprało. Można by wpaść na kolejny pomysł i zawodowo go zrealizować w ramach mojego home office. Jednak koc oddziela mnie od dorosłych i bardzo ważnych spraw, które „udowodnią” mi moją sprawczość. I pokażą, że jakoś sobie radzę, nawet gdy codzienność utkana jest z nieustannych zaskoczeń i tak wielu porażek.

A potem, gdy obiecuję Pawełkowi pod kocem, że go zjem, i gdy tłumaczę mu, jak się grabi liście jesienią, widzę, że koc ratuje mnie nie tylko przed złudzeniem, że dorosłe sprawy są ważniejsze. Ratuje mnie także przed wszystkim, na co już nie mam wpływu w swoim życiu, przed przeżytymi rozczarowaniami i problemami, dla których nie ma i wydaje się, że nie będzie już rozwiązań. Mogę przestać zajmować się w końcu dorosłym martwieniem się, które daje mi kolejną iluzję – kontroli nie tylko nad życiem, ale i nad tym, co w nim toczy się, powiedzmy, poza planem A. Wejście pod koc to też wyraz wiary w to, że jest ze mną stale Mądrzejszy, który wymyśla kolejne literki alfabetu, gdy te pierwsze się zepsuły albo przeterminowały.

Wydaje się nam, że wchodząc w świat dzieci z czegoś rezygnujemy, coś tracimy i zajmujemy się sprawami mniej ważnymi. Ale gdy już w tym dziecięcym świecie postawimy nogę, wiemy, że nie ma ważniejszych spraw, niż powiedzieć małemu człowiekowi całym sobą: „jesteś kimś ważnym”, „bliskie mi są Twoje sprawy”, „widzę Cię”.

I to nie jest tak, że to dar w jedną stronę. W zamian dostajemy mnóstwo. I także wiele z tej beztroski i radości, które dzieci same w sobie niosą.

Świat wraca do prawdziwych wymiarów, gdzie najpierw jesteśmy, a potem coś robimy.

Małgorzata Rybak