Elementarz przywództwa według Wojtyły

Dlaczego poświęcam tyle pisania przywództwu? Z prostego powodu, wszyscy mamy/mieliśmy szefów i sami też jesteśmy w taki czy inny sposób liderami. Wszędzie tam, gdy pojawia się odpowiedzialność za innych, stajemy się przewodnikami. Dobre przywództwo będzie miało cechy zbieżne z rodzicielstwem; dobre komunikowanie się mamy z dziećmi czy motywowanie ich przez tatę ma przecież wiele wspólnego z pracą z zespołem ludzi. W każdej z tych sytuacji zresztą występujemy jako cały człowiek. To strasznie smutne, gdy w pracy potrafimy udzielić informacji zwrotnej w sposób konstruktywny, a w domu wypadałoby spuścić rolety, by nie słyszeli jej sąsiedzi. Bardzo odkrywcze było dla mnie słuchanie niedawno o empatycznej komunikacji w przywództwie, której zasady właściwie można zaimportować wprost z relacji w rodzinie do organizacji. Przykłady można by mnożyć.

W ubiegły weekend, w czasie kolejnego zjazdu Szkoły Trenerów Biznesu Akademii SET, podejmowaliśmy się próby diagnozy stworzonej na potrzeby szkolenia firmy produkcyjnej, w której pozornie najsłabszym elementem były wyniki sprzedaży. Spotkanie to, połączone z wymianą doświadczeń z innymi uczestnikami, utwierdziło mnie w przekonaniu, że w rzeczy samej wartościowa, całościowa zmiana w każdej organizacji zaczyna się od lidera. Bez tego znowu następuje rozjazd na wszystkich kolejnych szczeblach – wizji, celów, metod. I naprawdę w przywództwie nie chodzi o to, jaką super osobowością będzie szef i ile przestrzeni na ścianie zajmie jego własna wizja.

Napisałam ostatnio krótki tekst o tym, jak Wojtyła pomaga zrozumieć przywództwo (KLIK). I nie przestaję się zachwycać, jak norma personalistyczna jest kluczem do wszystkich relacji pod słońcem. I ogromnie chciałabym zanieść ją kiedyś do biznesu.

Małgorzata Rybak

Żródło obrazu: KLIK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *