Możemy tak się przejąć naszą rolą jako rodziców, że z wychowania zostanie głównie jakaś jego zniekształcona część, jaką jest korekta. Nieustanne poprawianie. „Siedź prosto”. „Wrzuć to tam”. „A czemu to takie krzywe?”. „W coś ty się znowu ubrała?”.
Jest to metoda niezwykle szybka. W sam raz dla zestresowanego człowieka, który goni w piętkę i ciągle gdzieś i z czymś zdanża*. To taka podręczna i ekspresowa reakcja na świat, który wymyka się spod kontroli.
Ciekawe, że na końcu tak sprawnego systemu wychowawczego dziecko może w wykrzyczeć: „Wiem, wszystko robię źle!!!”. Może to uchyla rąbka tajemnicy, dlaczego reakcją na naszą zbawienną korektę i sztorcowanie tak często bywa frustracja, wściekłość i bunt.
Znacie dorosłych, którzy czują, że wszystko robią źle? Ja znam. Przynajmniej jedną osobę znam dobrze i bywam nią ja. Trudne jest życie w nieustannym napięciu, że „można to zrobić lepiej”. Skazuje człowieka na wieczną poprawkę, nieustanny dylemat, życie w poczuciu bata na plecach, bo poprzeczka jest gdzieś tam, tylko ty, człowieku, do niej jakoś doskoczyć nie możesz.
Buntują się dzieci, gdy słyszą: „Przyliż włosy”, „Wyprostuj się”, „Nie odzywaj się tak”, bo takie teksty to trochę jak do worka z kartoflami. Pewnie, że nie chodzi o bezstresowe „róbta co chceta”, które zapomina o tym, że dzieci nas potrzebują. Natomiast ciągłe połajanki zostawiają w nich jedno przesłanie: „Jestem do niczego”. „Jestem beznadziejny”. „Nie można mi zaufać”.
Są inne metody, by zapraszać dziecko do współpracy. „Widzę, że ubrałeś spodnie dresowe, a dziś idziecie do teatru. To takie miejsce, gdzie z szacunku dla aktorów widzowie ubierają się elegancko. Jak myślisz, co możesz zmienić, żeby ubrać się dobrze na taką okazję?”. Wtedy dziecko słyszy: „Potrafisz znaleźć rozwiązanie”. „Jesteś ok”. „Zasługujesz na szacunek”.
Widać gołym okiem, ileż tekstu więcej trzeba powiedzieć, by zachęcić do współpracy dziecko, w którego potencjał i dobrą wolę wyjściowo wierzę. Które mi nie przeszkadza, ale zajmuje ważne miejsce w moim życiu. To już nie seryjka ze sztucera: „Czyś ty zgłupiał, przebieraj te spodnie!!!”. Tego dłuższego modelu wychowywania nie da się połączyć z wieczną gonitwą i priorytetem robienia dużo i szybko – priorytetem, który jest w nas, bo dobrze pamiętamy, że „wszystko robimy źle”.
Na szczęście możemy próbować zrobić coś inaczej. A na portalu Aleteia jakiś czas napisałam tekst z propozycją, co robić, gdy dzieci nas irytują [KLIK]. Możesz zajrzeć i sprawdzić, czy masz podobne pomysły, czy jeszcze jakieś inne.
M
*pisownia celowa