Słowo „nie” dba o mnie. I jak mówi Agnieszka Stein, nie chodzi o to, by używać go od dzisiaj więcej wobec dzieci – co wydaje się najłatwiejszym polem eksperymentalnym – bo możemy coś ważnego zgubić. „Nie przeszkadzaj”, „nie wierć się”, „nie biegaj”, „nie oddychaj”. I ulubione: „nie teraz” (choć na ostatnim warsztacie odkrywałyśmy, że w drugą stronę, gdy czegoś chcemy, mówimy odwrotnie: „nie zaraz, tylko teraz”).
Obszary, gdzie mam poczucie, że szczególnie warto poznać siłę swojego „nie”, to najpierw nasze własne tysiące „muszę” albo „powinnam”. A czasem także maksymalistyczne „chcę”. To listy zadań – spisane na dziesiątkach karteczek i te noszone pod czapką, z tyłu głowy, aż głowa przypomina balon, którym Phileas Fogg podróżował w 80 dni dookoła świata. I jak już jest dużo, to jeszcze zawsze przecież można coś dołożyć. I tu moje „nie” chce o mnie dbać. „Nie poprawiam już tego”. „Nie kupuję jeszcze jednej paczki cukru na zapas”. „Nie przyrządzam kolejnej potrawy, którą potem wyrzucę”. „Nie robię w tym roku pierniczków”. „Nie sprzątam w tym pokoju”. „Nie” chroni moje „tak”! Mówionego temu, co dla mnie najważniejsze, cenne, co daje wartość i sens mojemu życiu. Mojemu wdechowi i wydechowi. Kulaniu się z dziećmi po kanapie. Ważnym rozmowom. Dostrzeganiu ważnych dla mnie ludzi. Bo w natłoku rzeczy do zrobienia – oni znikną.
„Nie” przydaje się noszone w kieszeni, gdy inni dorośli ogromnie liczą na nas. Gdy jesteśmy dla nich niezbędni, niezastąpieni i jedyni, którzy mogą coś dla nich zrobić. By potem mogli przypiąć nam śliczną etykietę anioła – czyli kogoś, kto stracił ludzkie właściwości. Nie denerwuje się, zawsze ma w zapasie z trzy luźne godziny i odda je chętnie, bez narzekania i z wdzięcznością, że komuś się mogły przydać. I mówiąc „anioł”, mają na myśli kogoś, kto ignoruje swoje potrzeby i granice albo poświęca je kosztem siebie.
Dba o mnie moje „nie” wobec kolejnej porcji serniczka, wobec żenujących pytań o osobiste sprawy i gdy ktoś się zaraz obrazi. To trudno! Nie każdy umie być z odmową ani ją rozumieć. Ale moje „nie” robi miejsce dla mojego „tak”. Dla czucia się dobrze z tym, kim jestem.
m
#bliskosiebie #bliskodrugiego

Bardzo prawdziwe i potrzebne wielu osobom, szczególnie zabieganym kobietom, jak ja 🙂