Zbieram się do wyjścia na siłownię, poganiając się w myślach.
Tak potrzebny mi ten reset i to wycofanie ku sobie, a jednocześnie jakaś część mnie chciałaby już zarządzać zryw. „Szybciej, szybciej, czas leci, włosy już miejscami siwe, nie zdążysz”.
Tak szybko dzisiaj wyszłabym, że bez torby z ciuchami i butami do tańczenia.
Gdy się po nią wracam, spostrzegam, że w łóżku zagrzebał się już kot.
Patrzy na mnie oczami zdumionymi i pełnymi wyrzutu, gdzie można tak się spieszyć, a już zwłaszcza w sobotę trzeciego stycznia. Wspiera bardzo tą część mnie, która mówi mi: „Masz czas”.
Gdy pozwalam sobie na ten mój cichy czas „pomiędzy”, czuję, jak mięśnie rozluźniają się i wracają do trybu, jakiego bardzo potrzebują. To koci tryb, w którym mogą znaleźć swój własny, sobie bliski rytm mobilizacji i odpoczynku.
Gdy dam im tego odpoczynku trochę, proszą o więcej, jak kot zanurzający się całym sobą w głaskanie.
Ciało wie, że w tym cudnym i potrzebnym „pomiędzy” może się powyciągać, poszukać wygody, zanurzyć w miękki dres.
Piszę Wam o tym, bo może też znacie to wewnętrzne zaniepokojenie brakiem niepokoju.
Może macie część, która w Was przyspiesza, gdy zwalniacie – i dopiero potrzeba ją trochę otoczyć opieką i przytulić, jak kota, by wiedziała, że to tylko fajerwerki noworoczne. Że nigdzie nie strzelają.
To spowolnienie przełomu roku przybliża nas do rytmu przyrody, która teraz też odpoczywa.
Już niebawem napiszę Wam o nowej grupie rozwojowej, której tematem będą rytuały – także te związane z rytmem odpoczywania – a póki co, miejcie się dobrze, jak rozgoszczony w sobie kot.
Pamiętajcie o dobroci dla siebie
Małgosia
