To, że widzę siebie, ma dalekosiężne skutki.
Gdy widzę siebie, łatwiej mi powiedzieć, że „jestem zmęczona”, zamiast że „nic mi nie wychodzi”.
Gdy widzę siebie, mogę odejmować z planu dnia albo do niego dodawać w zależności od tego, na co mam zasoby.
Gdy widzę siebie, wiem kiedy potrzebuję wsparcia, a kiedy ciszy i samotności.
Gdy widzę siebie, wiem, że mogę powiedzieć „nie” i „stop”, bo jeśli zgodzę się na coś, na co tak naprawdę nie mam wewnętrznej zgody, zawsze ktoś za to zapłaci. Ja za to zapłacę. Smutkiem. Rewoltą wnętrzności. Bólem. Nie tylko głowy. Bólem duszy też. Może zapłacą dzieci, mąż, żona albo inna bliska osoba – którym podam złość, jaką czuję do siebie. Że tak nie umiałam/umiałem się o siebie zatroszczyć. Oddając więcej, niż mam. Przystając na to, co nie jest dla mnie ok. Albo zapłaci za to moja relacja z osobą, której nie opowiem o sobie.
Opowiadałam o tym na warsztacie o granicach. Jeśli sąsiadka przyprowadza do ciebie dzieci i czasem mówisz „tak”, a czasem „nie”, w zależności od tego, co jest dla ciebie możliwe, to sytuacja jest jasna dla obu stron. Jeśli jednak mówisz „tak”, a myślisz „nie”, to z czasem przestaniesz lubić tą sąsiadkę. W końcu nie otworzysz jej drzwi, by myślała, że ciebie nie ma.
m
#bliskosiebie #bliskodrugiego
Fot. Nathan Dumlao / Unsplash