Zamiast oceny

Nieuchronnie do dowalania sobie i rozmaitych form nienawiści do siebie prowadzi kultura oceniania. Ta sama, która kładzie się cieniem na naszych relacjach i możliwości doświadczania bliskości z drugim człowiekiem. W tej kulturze obowiązuje posługiwanie się kategoriami „jaki ktoś jest” oraz „jak coś o nim świadczy”. Trzeba uśmiercić zaciekawienie. Wyrzucić do kosza na śmieci świadomość, że za każdym człowiekiem stoi jakaś historia. Że za każdym zachowaniem jakaś intencja (lub jej brak) – i że jest coś, czego nie wiemy. A przecież bardziej pomaga ciekawość i zadawanie pytań, niż ocena. „Jesteś głupi”. „Słup jest inteligentniejszy od ciebie”. „Zły człowiek”.

Nie inaczej z nami samymi. W kulturze oceniania – wmawia się nam, że powinniśmy się troszczyć o wizerunek i samoocenę. By nam ktoś nie przywalił. „Głupkiem”, „naiwniakiem”, „egoistą” itd. Powtarza się nam, że trzeba tańczyć ze swoją maską, by przed oceną się ochronić. Nie tyle opiekujemy się poczuciem własnej wartości, co skupiamy na samoocenie. Certyfikatach z podpisem. Osiągnięciach z wyrazami wielokrotnego uznania. Kolorach sukcesu do wieloaspektowego pokazania. Teledyskach z życia, jakie tylko miewamy. Tymczasem poczucie własnej wartości wynika z przekonania, że każdy człowiek, za darmo, zasługuje na szacunek. Ja zasługuję na szacunek. Zaczynając od szacunku we własnych oczach. I choćby tajfun przeszedł i zdarł ze ścian wszystkie pamiątki, nie stracę niezbywalnej wartości jako człowiek.

I za mną stoi jakaś historia. I za tym, co robię, najlepsze motywy i intencje. Najgłębsze potrzeby. Choć tyle jeszcze nie umiem i mam szansę codziennie się o tym przekonywać. Jeśli nie utknę w bolesnym przywieszaniu sobie oceniających epitetów o tym jaki, jaka jestem – mam ciągle możliwość, szansę i prawo, by się uczyć.

M

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *