…czyli krzywe lustro dostrzegania. Mam poczucie, że żyjemy w kulturze zawstydzania, w której funkcjonuje ono społecznie na całkowitym „legalu”. Poddani zawstydzającym kroplówkom od małego – przestajemy widzieć ten mechanizm i móc się przed nim bronić.
Zawstydzanie – to dawanie drugiemu poczuć, że odstaje od reszty. Porządni i dobrzy ludzie mają zupełnie inaczej, a on zostanie sam na wieki, nigdy tej grupy nie dogoni, ona zaś będzie szydzić z niego i odwróci się do niego plecami.
Ponieważ wstyd stał się powszechnym narzędziem cichego upokarzania (tak siebie, jak i innych), możemy nawet już nie słyszeć, gdy podszywa rodzicielskie frazy. „Co ty na siebie założyłaś?!”. „Wszyscy będą się z ciebie śmiać!”. „Nie bądź baba, chłopcy nie płaczą”. „Takie brzydkie pismo – powinieneś się wstydzić”. „Tak się wygłupiłaś”. „Co ludzie pomyślą?”. „Nikt cię nie będzie lubił”. „Wszyscy potrafią, a ty nie – co z tobą jest nie tak?”. „To łatwe jak zadanie dla przedszkolaka – czego tu nie rozumiesz?”.
Chciałabym tu przystanąć i zaprosić Was do eksperymentu. Żebyście, jeśli chcecie, spojrzeli na zdania powyżej i zastanowili się, czy któreś z nich albo podobne znacie z własnego dialogu wewnętrznego. Jeśli rozpoznajecie ich bolesne echa, to możecie poprzyglądać się im bliżej – i sprawdzić, co Wam robią. Co czujecie wtedy, gdy takie słowa przychodzą Wam na myśl. Jak to jest, być z nimi. Czego Was pozbawiają.
Siegel i Bryson tak opisują skutki zawstydzania:. „Pośrednimi i bezpośrednimi formami zawstydzania możemy sprawić, że nasze dzieci będą czuły się tak, jakby były wadliwe, jakby coś było z nimi nie tak, choć po prostu są sobą i wyrażają zdrową potrzebę kontaktu” (Potęga obecności).
Jeśli jako dzieci często byliśmy zawstydzani, przekonanie o wewnętrznym defekcie może zostać z nami na długie lata i jako dorośli ludzie zużywamy mnóstwo energii, by zapobiegać zawstydzeniu. Bardzo mało jej wtedy zostaje na fajniejsze sprawy, które mogłoby dawać życie, gdyby było w nim prawo do autentyczności. W tym do słabości, nie-umienia i niewiedzenia czegoś. Upragnione oazy bezpieczeństwa i przyjęcia mogą w nas powstawać na nowo, gdy otwieramy się na siebie niedoskonałych. Bardzo wspierają ten proces więzi z bliskimi ludźmi, którzy przyjmują nas takimi, jakimi jesteśmy i widzą w nas kompletnych, zasługujących na szacunek ludzi.
Bądźcie dobrzy dla siebie ?
m