A może popołudnie przy sztaludze?

A może popołudnie przy sztaludze?

Tak więc po raz pierwszy od lata stanęłam do sztalug. Trochę dlatego, żeby zabić czas (bardziej: porobić coś ciekawego) razem z chorym synkiem, którego przeziębienia nie mogłam doleczyć.

A trochę dlatego, że w grupie o praktykowaniu pauzy dochodzimy do tylu pięknych wniosków, że nawet dziewczyna z obrazu postanowiła zająć trochę więcej przestrzeni.

Jej włosy miały być kwiecistą łąką rudo-blond włosów, ale wyszedł, jak zauważył mój syn, ogień.

I gdy tak malowałam te ogniste pasma, myślałam, jak staje mi przed oczami właśnie moja złość, która ledwo już się we mnie mieści.

Że choroby, że tyle pod górkę, że tyle planów się sypie i tyle potrzebuję ich przebudować, jakbym była ciężarowcem, a nie kobietą, która swobodnie mieści się w swoim BMI (jeszcze).

A na obrazie zobaczyłam tyle siły, tyle siły w tej kruchej postaci.

Także tyle myśli do zostawienia w książce o uczuciach, którą dla Was piszę.

A póki co – czy pamiętacie, że gdy wszystko robi się „black”, i u mnie znajdziecie aż 50 % zniżki na kursy online z biblioteki?

O czym?
🔥 o poczuciu własnej wartości
🔥 o radzeniu sobie ze złością
🔥 o odporności psychicznej
🔥 o wspieraniu dzieci w radzeniu sobie z trudnymi emocjami,
I jeszcze jeden, którego tytułu nie pamiętam!

Zajrzyjcie TU [KLIK], by sprawdzić.

Z życzeniami dobroci dla siebie
Wasza
M