To tekst, który napisałam wczoraj na FB i też myślę, że jest o walentynkach 🙂
Olśniewające, hipnotyzujące piękno – tak określiłabym to doświadczenie.
W środę, po dwóch latach braku kontaktu ze sportami zimowymi, o 22:00 włączyłam transmisję programów dowolnych par tanecznych.
To zresztą „tydzień cudów” – Starszy syn ma pierwszą sesję na politechnice, młodszy ma ferie szkolne i jest w domu, ja w dzień pracuję, a po nocach piszę pracę na zaliczenie drugiego roku własnych studiów.
Przeplatamy to wszystko życiem kulturalnym i tak spotkaliśmy w środę przed tv.
Starszy syn przysiadł na podłodze i jako trenujący podnoszenie ciężarów dwuboista obserwował:
„Ale trapezy ma tern zawodnik”.
„Widać, że dobrze zrobione plecy”.
„Widać, że trenuje równomiernie”.
„Ona też ma dobrze umięśnione ramiona”.
Młodszy się zżymał: „Ty tylko mięśnie widzisz”.
„To jest zachwyt” – odparł tamten.
Aż przyszła kolej na ostatnią parę i występ, który można oglądać tylko w całkowitym milczeniu.
Tak, mieli mięśnie oboje. On miał mięśnie, by robić piruety, pochylać ciało w najbardziej wymagających kątach i wspierać ją, ona – by wykonywać z gracją i siłą własny program, i jedocześnie dać się podnosić.
Ileż to godzin na siłowni i lodowisku, czy słońce, czy deszcz. Czy dzień dobry, czy wręcz przeciwnie. Czy ma się poczucie, że wszystko idzie do przodu, czy że regres i wszystko na nic.
Każde z nich mogło potem pojechać nie zygzakiem i nie po bandzie, ale do muzyki, do rytmu, do celu. Nie zwisając bezwładnie jedno na drugim, ale współpracując.
I pomyślałam, że to dokładnie jak w życiu. Żeby relacja wyszła, potrzebny jest własny gorset mięśniowy każdego z osbobno. Poukładane życiowe cele, świadomość, kim się samemu jest i kim chce się być. Ogarnięte własne kryzysy, mijanie, refleksja nad sobą.
I współpraca. Nie podstawianie sobie nogi, nie sabotaż, ale wrażliwość na siebie nawzajem, reagowanie na siebie nawzajem. Pragmatyzm i realizm, wrażliwość i czułość.
Jeśli macie wolnych pięć minut, obejrzyjcie koniecznie parę Laurence Fournier Beaudry i Guillaume Cizeron.
Fot. Internet
