Znana sieć drogeryjna przypomina o tym na wielkich banerach.
Ja myślę sobie, że nie uratuje nas żadna relacja, jeśli nie otworzymy się na kochanie siebie samych. W naszej biedzie, w naszym pragnieniu zmiany, w naszych utknięciach i próbach wyjścia z nich, w naszej spontaniczności, w naszym pięknie.
I przychodzą mi na myśl praktyczne wymiary, których próbujemy na rozmaitych warsztatach, kursach czy w grupach.
Zadaję pytanie: Czego nie robisz dla siebie, a oczekiwał(a)byś tego od kogoś drugiego?
Nie podważam tych relacyjnych potrzeb, one są ważne, jednocześnie mogą być cały czas dokumentnie sfrustrowane przez to, czego nie dajemy sobie samym.
I nie chodzi o kwiaty i czekoladki.
Ale o to, żeby sobie i w siebie wierzyć.
Dziękować sobie.
Doceniać siebie.
Okazywać sobie samym szacunek.
Odpoczywać.
Spotykać ludzi, których kochamy.
Zrobić sobie ważny z punktu widzenia naszych życiowych celów prezent.
Uśmiechać się do siebie po wstaniu (zamiast sobie dowalać).
Miejcie piękne walentynki albo po prostu 14. lutego
Małgosia
