Bałagan jej nie przeszkadza

Bałagan jej nie przeszkadza

Spotkałam ją wczoraj. Była tak ślicznie czerwona, jakby wczoraj zeszła z kwiatka, a przecież wiadomo, że musiała pójść spać najdalej w październiku.

Spotkałam ją przez przypadek – wsadzałam do ziemi bratki, to taki rytuał od ośmiu lat, którym zaczynam żyć rytmem ogrodu. I zauważyłam, jaki na rabatach mam bałagan od jesieni.

Na jesień zostawiam wszystko jak jest, żeby uschnięte rośliny otuliły te, którym łatwiej będzie przetrwać mrozy z okryciem.

Ale gdy weszłam z łopatką i bratkami, ta część mnie, która pilnuje Planu Stulecia, zaczęła mi mówić, jak to właśnie z kolejną rzcezą jestem do tyłu, i „wszyscy już mają porobione porządki”. A ja mam skarpetki bez pary w koszu na czyste pranie i cały ogród suszu.

Nic to, że padał na mnie deszcz ze śniegiem – zaczęłam ogarniać. Planując, że sobota, sobota idzie, więc wtedy to już zrobię wszystko i dostanę medal od gminy, od ławy przeysięgłych w kwestiach porządków w ogrodzie, od nowego biura księgowego, do którego przenoszę papiery (a tam terminy, wiadomo) i od Wszechświata.

I wtedy Wszechświat przemówił. Z suchych liści lwich paszczy i aksamitek wypadła śpiąca biedronka. To mnie zatrzymało jak w kadze z filmu „Hero” albo w Matrixie.

Na tą cudną czerwoność tak wiało i padało, że pewnie śniła się jej samotna wyprawa na Biegun Północny.

Pomyślałam, że jak posłucham tej od Planu Stulecia, biedronki stracą swoje sypialnie. Wrzuciłam tą znalezioną do wielkiej kępy uschniętej kocimiętki i poszłam zagrzać się do domu.

Dziś wstałam z takim bólem w ciele i tak kiepskim samopoczuciem, że Plan Stulecia swoim zwyczajem zaczął snuć zamiary odwrotnie proporcjonalne do sił. Ale ja pamiętałam, jak Wszechświat przemówił do mnie śpiącą biedronką.

Będzie po prostu zwyczajnie. Niedoskonale. Mniej. Wolniej.

Dziękuję, biedronko.

Bądźcie dobrzy dla siebie

Małgosia

Jeden komentarz

Komentarze są zamknięte.