Czułe serce Alp

Czułe serce Alp

Więc z Alpami Lepontyńskimi, o wyczekiwaniu na spotkanie z którymi pisałam ostatnio, było tak. Jechaliśmy i przez nie, i pod nimi, ale największą niespodzianką, od której łzy mi leciały, że ręcznik kuchenny w rolce ledwo dawał radę je zbierać, było to, że nasz user-friendly GPS zmienił nam trasę z powodu namierzonego korka. A wpakowywał nas tego lata już w niezłe kabały z powodu tych swoich dobrych intencji i samowolnych zmian trasy. Tym razem jednak wybrał coś, o czym nawet nie wiedziałam sama, że istnieje – drogę górą nad Tunelem Św. Gotarda.

I zaprowadził nas szwajcarskimi serpentynami aż na wysokość 2100 m npm.

Na mojej „bucket list” tych naszych włoskich wakacji marzeń była wycieczka w Alpy, ale z powodu zbyt małej ilości dni (w porównaniu z ilością otaczającego piękna) odłożyłam ten punkt na przyszły rok. Więc gdy znaleźliśmy się w środku majestatu gór kilkaset kilometrów dalej, poprosiłam, byśmy stanęli. Żebym mogła się ucieszyć tym miejscem, dla opisania którego nawet moja znajomość wielu słów, jak na filologa przystało, okazuje się niewystarczająca.

Gdy wyszłam z auta, łzy lały mi się ciurkiem i nie wiedziałam, którym zmysłem jeszcze pozwolić temu pięknu się objąć, otoczyć, otulić i w nie się zanurzyć. Dlatego na zdjęciu makijaż taki rozmazany. Ale to dobrze, bo ujawnia choć trochę, co się działo w środku.

Ta miękkość trawy, ostrość grzbietów, rześkość powietrza, jest dla mnie opowieścią o przestrzeni, w której jest na mnie miejsce. I to tyle miejsca, ile potrzebuję. W bijącym i czułym sercu Alp.

Bądźcie dobrzy dla siebie 💚

M

Fot. Ania Rybak ❤️

2 komentarzy

Komentarze są zamknięte.