Pierwszym filarem obecności jest dawanie dzieciom poczucia, że są bezpieczne. Drugim – poczucia, że zostały dostrzeżone.
„Dużą częścią rodzicielstwa jest po prostu fizyczna obecność: przychodzimy na ich koncerty, spędzamy z nimi czas, bawimy się razem i czytamy, a także robimy mnóstwo innych rzeczy. Ilość wspólnego czasu ma znaczenie. To oczywiste. Ale dostrzeżenie dziecka to coś więcej niż fizyczna obecność. Chodzi o dostrojenie się do tego, co się dzieje w jego wnętrzu, i prawdziwe skupienie się na jego wewnętrznych uczuciach, myślach i wspomnieniach (…). Dzięki temu nasze dzieci czują, że się w nie „wczuwamy” i wyczuwamy, co się dzieje w ich wnętrzu, a nie tylko obserwujemy ich zewnętrzne zachowanie” (D. Siegel, T. Bryson Potęga obecności).
Gdy zastanawiam się, co najbardziej utrudnia to „dostrzeganie” dziecka, to niekoniecznie w pierwszej kolejności przychodzi mi do głowy sytuacja, że jako rodzice mamy dużo własnych kłopotów i ograniczeń, które nas zajmują (rzeczy do zrobienia, problemy do rozwiązania, przeżywane trudności). Myślę, że największą przeszkodą uniemożliwiającą dostrzeganie dziecka i zrywającą z nim kontakt jest ocena. Ktoś mi bliski powiedział niedawno, że może być tak, że zauważenie przez rodzica oznacza torturę. I jestem w stanie wyobrazić sobie wiele sytuacji, w których tak jest. „Co ty znowu bezmyślnie gapisz się w telefon”. „Ale tu bajzel”. „Jaśniepan w końcu wstał”. „Coś ty na siebie włożyła”. „Zobaczcie, kolejną rzecz zepsuł, nic nie można dać mu do rąk”.
Może tak być, że mamy przekonanie, iż na tym polega nasze zadanie jako rodziców: dostrzegać dzieci głównie po to, by je kontrolować, poprawiać i wbijać szpile, na które nie pozwolilibyśmy sobie w stosunku do innych ludzi. I nawet tego nie widzimy, żyjąc w świecie ocen, w którym pierwszym ocenianym przez siebie jestem przez cały czas ja sam/ja sama. Często bezlitośnie. I zanim kończy się dzień, powiedzieliśmy do siebie w głowie tyle przykrych rzeczy, że wszelka słodycz naszego istnienia zamieniła się w ocet.
Więc bywa i tak, że dzieci wolą pozostawać niezauważane. Zamykają drzwi, zamykają usta, przestają nas zapraszać do swojego świata, by nie powiększać swojego bólu.
Inaczej się dzieje, gdy pytamy: „Jak się czujesz?”, „co u ciebie słychać?”. I inne pytania, które pomagają nam zobaczyć choć kawałek tego, „jak to jest być tobą”.
I możemy to robić także dla samych siebie. Zadawać sobie podobne pytania z zaciekawieniem i empatią. By zamiast tego raniącego nasze ciała octu zaczynała w nas płynąć pomału i po kropelce życzliwość, akceptacja i dobroć.
Bądźcie dobrzy dla siebie <3
m
#bliskosiebie #bliskodrugiego #bliskidom #potegaobecnosci