Moja wdzięczność na przełomie roku biegnie do Was i zapala mi światełko w styczniowe szare godziny.
Ilekroć siadam do pisania, myślę o tym, że po drugiej stronie jest człowiek. I że choć słowa biegną bardziej ode mnie niż do mnie, toczy się między nami jakaś rozmowa. Że to trochę jak wypuszczanie biegnących do Was iskierek albo małych dzieci z wiadomością. I choć ode mnie wychodzi jedna, to staje się dla Was czymś wartościowym tylko w spotkaniu z tym co Wasze, osobiste, przeżyte, własne.
Dziękuję za Waszą obecność. Tym z Was, którzy czytają po cichu i biorą sobie czasem z mojej pracy coś, co Was ubogaca. Także tym z Was, którzy czasem dzielą się ze mną poruszeniem, jakie ona w Was wywołuje. I tym z Was, którzy dają znać innym, że w tej piekarni można zjeść kromkę, która Wam smakuje. Każdy z Was daje mi poczucie sensu, że warto, mimo tylu pytań, ile noszę często w sobie. Każdy wspiera we mnie potrzebę wkładu i dzielenia się. Doświadczania wspólnego człowieczeństwa i łączności.
Dziękuję. Bądźcie dobrzy dla siebie <3
m
Ja głównie biorę „po cichu”, czasem coś napiszę aby wyrazić jednak słowami, a czasem daję znać innym, że jest taka „kromka”, którą też mogą wziąć dla siebie.
Ale to co we mnie najsilniejsze, to to właśnie, ze prawie wszystko co Pani pisze, jest wyrażeniem tego co jest we mnie, a czego ja nie umiem nawzać słowem. To niesamowite dla mnie, że sposób odbioru tego świata innej osoby jest mi tak bliski, taki mój i że można to nazwać. I to nazwanie konkretnie jest mi bardzo potrzebne.
Serdecznie pozdrawiam i głęboko dziękuję.
Ja serdecznie dziękuję za pozdrowienia, obecność i branie sobie słów na nazywanie własnego świata <3