Kiedy na świat przychodzi dziecko, rodzi się także Mama.
Wszystko się zmienia, ustawienia świata konfigurują się na nowo.
Część „ulubionych” ulega zawieszeniu na bliżej nieokreślony czas. Zmienia się konstelacja znajomych. Pojawia się także przemożne zmęczenie wystawionym cały czas radarem na bezpieczeństwo i potrzeby malutkiego człowieka.
Była u mnie ostatnio zaprzyjaźniona mama czwórki dzieci, w tym dwójki jeszcze bardzo małych. Kiedy starsi biegali z moim synem po krzakach, obserwując ją, jak próbuje usiąść i zjeść w cywilizowany sposób ciasto – rozgniatane malutkimi rękami na jej talerzu – zastanawiałam się, jak ja to przeżyłam. I jak przeżyły moje dzieci, gdy były w podobnym wieku.
Że wydaje się to nieprawdopodobne, ile opieki, uważności, cierpliwości i ciepła potrzeba, by mały człowiek mógł sobie spokojnie rosnąć.
Pamiętam dobrze, jak prześladowały mnie jako młodą mamę myśli, że mam w domu bałagan. Jak prześladowała mnie presja robienia więcej. Jak wydawało mi się, że jestem najgorszą i najbardziej nieporadną mamą na świecie.
Co mi robiło, gdy znajomi pytali mnie, kiedy wracam do pracy.
Jak mi współczuli, że się nie rozwijam zawodowo.
Co mi robiło, gdy koleżanka – na moje skargi na brak czasu, żeby porządnie sprzątnąć nasze małe M na trzecim piętrze gierkowskiego bloku – odparła, że jak dzieci przez chwile się bawią, mogę przecież wycierać kurze.
Nie chciałam kurzy. Chciałam miłości, wsparcia, ciepła i odpoczynku.
Jak zostajesz mamą, to mega ważny i wrażliwy czas. Życzę Ci wszelkiego wsparcia, ciepła i odpoczynku. Żebyś z wszelką pomocą innych dorosłych je sobie robiła, jeśli nie przychodzą same.
Żeby nic nie zabierało z Twojego serca prawdy, że jesteś piękna i ważna.
Fot. Canva