„Musi Pani wziąć rzeczy do malowania. I wino” – powiedziała mi moja terapeutka przed moim wyjazdem na urlop.
Zawsze przed wyjazdem moja uwaga kieruje się na to, jak spakować rodzinę, żeby nikomu nic nie brakowało. Podąża za klapkami, ręcznikami, herbatą, jaką każdy lubi (żeby nie musieli pić tej, co nie lubią), apteczką. Do tego stopnia, że potem jest mi wszystko jedno, co ze mną będzie, wystarczy, że dojedziemy. Bo tych drobiazgów i potrzeb jest tyle.
Więc zdumiało mnie ogromnie pytanie o to, co ja lubię robić na urlopie. Myślałam, że wiem, że „mam to już przerobione”. Ale gdy zaczęłam wymieniać te rzeczy, ta lista była ogromnie krótka.
Krótkie bywają te listy, gdy jakoś ląduję na końcu długiej listy potrzeb i spraw dzieci i rodziny. I te drugie są bardzo ważne, jasne, im mniejsze dzieci, tym bardziej nieodzowne jest ich zaopiekowanie. No bo dzieci same nie kupią sobie herbaty w pobliskim sklepie. Jednak dzieci rosną.
No więc przeniosło mnie to pytanie nagle na początek listy. Co mi sprawia radość? Co bym chciała sobie porobić na MOIM urlopie?
Potrzebowałam pomocy, żeby w ogóle tego poszukać.
Tak więc malowałam na moim ukochanym balkonie, z widokiem na góry, za którymi w dole jezioro (rowerem 1,5 km w dół tak stromo, że bez pedałowania licznik wskazywał 41 km/h!). Malowałam przy winie. A dzień wcześniej w deszczu zrywałam kwiaty polne na bukiet, żeby móc je namalować. Osty, rumianki, chabry i inne, których nazw nawet nie znam.
W te wakacje chciałabym tworzyć sobie dni, w których odpoczynek może być czymś więcej niż zrobieniem sobie kawy, jak już „wszystko ogarnę”. No bo w domu dzieci, kot, praca, mąż w delegacji.
Jeśli chcesz szukać razem ze mną w swoim sercu ścieżek do odpoczynku, zapraszam Cię serdecznie na Krąg Kobiet z Czułą Przewodniczką 19.07. (moje urodziny!) na Wyspie Mocy, na Bartla 7a/2, o godz. 18:30-21:00.
Pomoże nam w tym moc wspólnoty, przyjęcia, obecności, dzielenia.
Zapisy: malgorzata.anna.rybak@gmail.com lub 606248437.
Z życzeniami dobroci dla siebie
Małgosia
Obrazki są nieskończone. Ten bukiet to moja pierwsza w życiu martwa natura malowana farbami (wcześniej, 20 lat temu, była jedna ołówkiem).