Przyśniło mi się kilka lat temu, że w naszym parafialnym kościele z chóru wypadło nagie dziecko. Nagie, mimo że wszyscy staliśmy w kurtkach; tłum ludzi w zimowy, świąteczny dzień. Dziecko spadło prosto na posadzkę. Nikt nie zareagował, bo przecież w kościele trzeba zachowywać się powściągliwie i unikać zamieszania.
Sen ten był tak drastyczny, że wracał często jako temat na mojej terapii.
Przyglądałyśmy się dziecięcej części mnie, która ginęła w obojętności innych ludzi i nadal ginie we mnie w zobojętnieniu.
Przyglądałyśmy się tej, która zobojętniała na cierpienie tej ginącej.
Przyglądaliśmy się mojemu poczuciu bezsilności wobec przemocy i mojemu buntowi wobec niej.
Dzisiejsze święto jest o szacunku wobec dzieci. Gwiazda prowadzi do Dziecka, które jest malutkie i bezbronne, i wszystkiego potrzebuje od dorosłych.
Jest o mądrości jako o wielkim powrocie do tego, co dziecięce. Także o tym, że nadchodzi wiek, w którym już na pewno musimy wrócić do siebie-dziecka i spotkać siebie w niespełnionych potrzebach.
Bo inaczej nasza dorosłość będzie utknięciem w tym, co przestało działać. Kryzysem wieku średniego. Depresją (w końcu, nareszcie skończy się nam paliwo powinności, a uschłe z cierpienia serce ogłosi strajk). Czymś innym, co sprawi, że zaczniemy się rozglądać za Gwiazdą.
Za miłością bezwarunkową, bez kar i nagród. Za przyjęciem. Za byciem kimś ważnym i drogim. Za troską.
Dziecko to skarb, godzien złota, kadzidła i mirry. Godzien dalekiej podróży. Dziecko to skarb, który potrzebuje być chroniony, kochany za darmo, dostrzegany i szanowany . W domu, we wszelkich, choćby „najświętszych” instytucjach – i w sobie samym.
Dobrego świętowania
Małgosia