„Hall of Fame” cz.2

„Hall of Fame” cz.2

Nadal znajdują się chętni do zaprowadzania porządku we wszechświecie za pomocą hejtu.

Nie zamazuję nazwisk, bo przecież meldują się odważnie z fejsbukowymi personaliami. No a skoro słowa mają moc, to mają i konsekwencje, które dojrzali ludzie są zdolni ponosić.

Dołączam do „Hall of Fame” tylko naprawdę maleńki wycinek echa posta nie o sprzątaniu.
Co czuję, gdy to czytam? Już głównie złość.

Ta złość buduje wokół mnie ściany. Solidne, naprawdę solidne. Można między nimi zamieszkać. Mogę wiedzieć co moje, a co nie moje i od czego chcę się oddzielić.

Czytam i wiem, kim jestem i kim nie jestem. Tak, jak wiem, że Coldplay albo Jacob Collier to ja, a Taylor Swift to nie ja.

Bardzo przyjemnie jest to wiedzieć.

Wszystkich, którzy wiedzą, ile kosztowała ich (materialnie, emocjonalnie i w każdym sensie) nauka odpuszczania i wyboru życiowych wartości – serdecznie pozdrawiam z tarasu, gdzie zmachana zakupami wcinam lody z promocji

Małgosia