Nadal znajdują się chętni do zaprowadzania porządku we wszechświecie za pomocą hejtu.
Nie zamazuję nazwisk, bo przecież meldują się odważnie z fejsbukowymi personaliami. No a skoro słowa mają moc, to mają i konsekwencje, które dojrzali ludzie są zdolni ponosić.
Dołączam do „Hall of Fame” tylko naprawdę maleńki wycinek echa posta nie o sprzątaniu.
Co czuję, gdy to czytam? Już głównie złość.
Ta złość buduje wokół mnie ściany. Solidne, naprawdę solidne. Można między nimi zamieszkać. Mogę wiedzieć co moje, a co nie moje i od czego chcę się oddzielić.
Czytam i wiem, kim jestem i kim nie jestem. Tak, jak wiem, że Coldplay albo Jacob Collier to ja, a Taylor Swift to nie ja.
Bardzo przyjemnie jest to wiedzieć.
Wszystkich, którzy wiedzą, ile kosztowała ich (materialnie, emocjonalnie i w każdym sensie) nauka odpuszczania i wyboru życiowych wartości – serdecznie pozdrawiam z tarasu, gdzie zmachana zakupami wcinam lody z promocji
Małgosia