Jestem w adaptacji

Jestem w adaptacji

Jestem w adaptacji.

Zrozumiałam to wczoraj wieczorem, gdy szłam ze spotkania z grupą bliskich ludzi z na naszej wioski. Wtulałam się w cienki sweter, który – zbyt wątły – nie umiał postawić granicy chłodowi, wkradającemu się chyłkiem przez pory opalonej skóry do brzucha, płuc i kości. Chłód mówił podstępnym głosem, że letnia beztroska dobiega końca.

Jestem więc w adaptacji, jak dzieci idące do przedszkola albo szkoły. Jestem w adaptacji do zimnych poranków i szybko zachodzącego słońca. Do lęku przed chorobami dzieci i swoimi, zwłaszcza że zeszły rok był w naszej rodzinie pod tym względem rekordowy. W adaptacji do używania kalendarza, w którym, jak pamiętam, w roku szkolnym liczy się każde pięć minut, których nie mam.

Wcześniej niż latem czuję potężne zmęczenie dniami, w które rozpakowuję nasze życie z wakacyjnych toreb na półki codzienności. Dotykam z czułością wszystkich pamiątek – weneckich biletów, filiżanki znalezionej w second-handzie i butów z cekinami za złotych piętnaście.

Kładę się więc wcześniej, ubrawszy cieplejszą piżamę i naciągnąwszy kołdrę po szyję. Piję herbatę zamiast zimnej wody. Ale co najaważniejsze, z czułością pochylam się nad jakąś maleńką, bezbronną częścią mnie kompletnie niegotową na zmiany. Będę potrzebowała z nią spędzić dużo czasu.

Witam się ze swoim lękiem, który z brzucha woła, że nie chce w marszobiegu, z głową na karabinie. Zaglądam mu w oczy i widzę tam listy ogromnie szczupłe w uczucia z biura księgowego, które obwieszczają nowości i zmiany. Mój lęk jest mądry i zgadzam się z nim, że w marszobiegu to można czasami, ale nie cały czas, bo zbyt wiele ważnego się wtedy podepcze. Pytam więc go, jak to wszystko zrobimy.

Jestem w adaptacji jak nasze dzieci, idące po raz pierwszy do szkoły, wracające do trudnej szkoły i wyprowadzające się na studia.

Jestem w adaptacji – to znaczy, że potrzebuję czasu, by się w tym wszystkim odnaleźć. Nie poganiania, nie ocen, ale czasu i życzliwości. Swojej dla siebie. Innych dla mnie. Mojej dla innych. I więzi z ludźmi, którzy też się adaptują.

Bądźcie dobrzy dla siebie <3

Małgosia

PS. O adaptacji do września napisałam tekst na Aletei TU. Mam dla Was też nowe wrześniowe projekty, jeszcze nie zdążyłam ich opisać na stronach, ale już niebawem, już za chwileczkę, dam Wam o wszystkim znać.