Kaprysy słodkiego miłego

Kaprysy słodkiego miłego

– Tato, czy mógłbyś pojechać do nas do domu po hamaki turystyczne i przysłać mi je paczkomatem? – pytam niepewnie na początku urlopu na drugim końcu Polski.
No bo nie spakowałam.

Odłożyłam w ostatniej chwili.

Bo zajęłyby miejsce, na przykład ogórkom kiszonym które lubią dzieci, a kiszonki zdrowe są. Albo 6-pakowi wody w razie „w”. A może nie zmieści się chleb na zakwasie, pieczony z rana, który napełnia mój dom zapachem troski o bliskich ludzi. Aromatem bezpieczeństwa i mojego upodobania w karmieniu potrzeb innych.

Tak się w tym umiem rozpędzić, że niekiedy chadzam z pustym brzuchem, a to źle. No bardzo źle. Tak nie można, tak się nie da na dłuższą metę.

– No pewnie, a co to jest, jak ja to poznam? – odpowiada mój Tato.

Ach, wiem że znajdzie i pozna bez problemu. Ale myślę o tym, że zawracam gitarę komuś, kto ma 78 lat, w sprawie tak nic nie znaczącej jak hamak. „Kaprysy”, mówi piskliwy głosik w mojej głowie.

– Poznasz na pewno! – odpowiadam, bo jakaś część mnie obstaje z całych sił przy moim pragnieniu zapadnięcia się w odpoczynek. Część mnie cenna jak złoto najczystsze.

– Zadzwonię i pomożesz mi znaleźć, dobra? – słyszę głos po drugiej stronie.

Tak więc przyszły hamaki. Jeden dla mnie a drugi „dla kogoś”, asekuracyjnie, na wypadek gdyby głosik mi gadał, że „myślę tylko o sobie”. Może dla tej części właśnie, by się pohuśtała gdzieś obok i zobaczyła, jak to fajnie.

Na hamaku spędzam czas w słońce, a w deszcz i 15 stopni pod kołdrą, jak widać.

Zmykam tam zamiast namawiania innych, by robili to, co ja bym chciała. (Gdy to czytasz, może zechcesz porobić dla siebie dziś coś, czego w głębi serca pragniesz).
Uciekam na hamak zamiast scrollowania fejsbuka. (Gdy to czytasz, może porozglądasz się za fotelem, hamakiem, kawałkiem przyrody, niebem, wygodą).

– Dziękuję Ci, że spełniasz moje szalone kaprysy!!! – mówię na koniec do telefonu.

– Weź przestań – odpowiada Tato z uśmiechem.

Ściskam Was, bierzcie ze sobą hamaki wszędzie, montaż do drzewa zajmuje 5 minut 💚

Nie zostawiajcie siebie na kiedy indziej.

Małgosia

Tytuł posta – inspirowany najnowszą płytą Sanah.

Zdjęcie własne