Deszczem we wszystkich postaciach, od mżawki do regularnego opadu, objawił się wrzesień. Dziś wita szkoła. Już stajemy w blokach startowych, już zaraz wystrzał, który zamieni nas w szoferów naszych dzieci, a nasze dzieci w podopiecznych placówek.
Czując skurcz w żołądku, jak to będzie ze wstawaniem, zdążaniem i wyrabianiem się, jednocześnie nadal szukam sposobów. Sposobów, by życie nie stawało się gonitwą. By dzień nią się nie zaczynał, by nie wchodził od razu w dziką galopadę myśli i naszych list rzeczy do zrobienia.
Początek jest ważny. Zasada Pareto mówi, że 80% czasu potrzeba na to, by coś zaplanować, a wówczas wystarczy dalsze 20 na realizację. Myślę o tym z punktu widzenia wnętrza, o tej gotowości serca. Nie o przygotowaniu do gonitwy, do popędzania siebie i innych, ścigania się z czasem i ograniczeniami. To gotowość do bardziej bycia niż robienia więcej. Co chcę, żeby z „początków” zapamiętały nasze dzieci? Ciekawość, czego dowiedzą się w szkole? Przekonanie, że mają w domu całe wsparcie kochających rodziców? I to rodziców, którzy także dla siebie nawzajem mają czułość i pełną pogody cierpliwość, gdy sprawy nie idą całkiem po myśli?
Nie chcę nosić w sobie gonitwy, która jest wypadkową okoliczności, targa i nie daje chwili spokoju, i udziela się innym. Nie chcę podawać jej dalej.
Ze wstania kwadrans wcześniej, z mądrego namysłu nad tym, kim jestem, czego chcę i co pragnę po sobie zostawić – rodzi się miejsce na miłość. Taką w kromkach, do jedzenia w porcji dziennej, na dzisiaj, które jest. Bo czy jutro będzie – nie wiem.
Małgorzata Rybak