Książka do suszenia liści

Książka do suszenia liści

Zadzwoniło wczoraj do mnie wydawnictwo z pytaniem, czy nie napisałabym książki.

Ach, to prawda, wraz ze spadaniem liści i innych spraw pomyślałam, że nic tak dobrze nie robi, jak napisanie książki. Chodzi mi to po głowie, chodzi za mną ta myśl.

Pierwsza książka, jaką pisałam, nigdy nie wyszła z szuflady ani nakładem. Była to powieść, ważna dla mnie próba.

Drugą, „Raz się żyje”, pisałam przez dziewięć miesięcy, po kilka godzin dziennie. Najpierw zaświtała jako pomysł, potem jako plan, a potem materializowała się do ostatniej kropki i wymyślenia tytułu. Ukazała się w empikach, ale dowiodła, jak beznadziejnie trudne mogą być współprace w tej materii.

Trzecią „Wygrane małżeństwo”, napisałam jako cegiełkę dla Fundacji Evangelium Vitae, gdy bardzo chorowałam. Dopracowywałam ją podczas pobytu w szpitalu i czekania na diagnozę.

Jestem ciekawa, o czym byście poczytali ode mnie w formie książkowej. Mam różne pomysły, ale chciałabym bardzo usłyszeć od Was, którzy mnie tu czytacie. Co Was ciekawi, w czym by Was ubogacił mój głos.

Bardzo mi będzie miło, jeśli dacie mi znać.

Małgosia