Na dobranoc Wam zostawiam odkryty dziś wiersz w tomiku Rupi „dom ciało”.
***
„Czuję lęk związany z produktywnością
że wszyscy pracują ciężej niż ja
i zostanę w tyle
bo pracuję nie dość szybko
nie dość długo
i marnuję czas
nie siadam do śniadania
biorę je na wynos
dzwonię do matki kiedy jestem wolna – inaczej
mam poczucie że rozmowa zabiera za dużo czasu
odwlekam wszystko co
nie zbliży mnie do moich marzeń
jakby to co odwlekam
nie było marzeniem
czy to nie marzenie
że mam matkę do której mogę zadzwonić
i stół przy którym mogę zjeść śniadanie
zagubiłam się jednak w chorej potrzebie
optymalizacji każdej godziny dnia
więc w jakiś sposób się doskonalę
w jakiś sposób zarabiam
w jakiś sposób rozwijam się zawodowo
bo to niezbędne
by odnieść sukces
nieprawdaż
rozkopuję swoje życie
zapakowuję je
sprzedaję światu
a gdy proszą o więcej
grzebię wśród kości
próbując pisać wiersze
kapitalizm wbił mi się do głowy
wywołując przekonanie że moją jedyną wartością
jest to ile produkuję
by inni mogli skonsumować
kapitalizm wbił mi się do głowy
wywołując przekonanie
że mam wartość
dopóki pracuję
nauczyłam się od niego niecierpliwości
nauczyłam się od niego wątpić w siebie
nauczyłam się siać nasiona
i oczekiwać kwiatów następnego dnia
lecz magia
nie działa w ten sposób
magia nie dzieje się dlatego
że odkryłam jak
upchnąć więcej pracy w jednym dniu
magia porusza się
zgodnie z prawami natury
a natura ma własny zegar
magia się dzieje
gdy się bawimy
gdy uciekamy
śnimy na jawie i marzymy
to tam wszystko
co ma moc zdolną dać nam spełnienie
czeka na nas na klęczkach”
Rupi Kaur „Lęk o produktywność”