Mapa na pogodę i na wypadek załamań pogody

Mapa na pogodę i na wypadek załamań pogody

Potrzebuję mapy. Nie dlatego, żebym nie miała na ten temat normalnie refleksji i dopiero początek roku sprawia, że się zastanawiam. Nie wiem, skąd się to bierze, ale od długiego już czasu (może to wynik przybywania lat?) towarzyszy mi przekonanie o kruchości życia, o wielkiej wartości czasu i jeszcze większej – relacji, jakie buduję z innymi. Jednak istnieje pewna odległość pomiędzy tym, czego pragnę i o czym marzę w dalekiej perspektywie, a tym, co skupia mnie na co dzień. I dlatego potrzebuję mapy. Spisanego gdzieś, co jest dla mnie jako człowieka ważne.

Trochę jak z tym domem na skale. Jak przychodzi wichura – stres, choroby, gorszy nastrój, trudne wybory – perspektywa nagle się skraca do tego, co jest w naszych rękach, dziś, jutro, za godzinę. I wtedy potrzebna jest mapa. Kiedy jest ciemno, wieje i decyzje trzeba podejmować szybko. Ale nie w ciemno, bo to może kosztować zbyt wiele.

Moja mapa będzie bardzo prosta. Na dużej kartce wypiszę dzisiaj swoje tożsamości, czyli to, kim jestem. Nie lubię słowa „rola życiowa”, bo ona kojarzy mi się z odgrywaniem czegoś i z możliwością zwolnienia się z angażu w spektaklu. Jak wyjzad na Seszele i spędzenie reszty życia w szałasie na plaży, gdy w domu zostanie mąż i dzieci. Albo zwolenienia się mniej dosłownie, na kanapie z pilotem od telewizora, gdy żona narzekając bierze na klatę kolejny obowiązek, a dzieci znają tatę z niedzielnego obiadu. Tożsamość to coś, kim się jest, bez względu na to, jak realizujemy się w działaniu. Jeśli przykładowo byłabym emocjonalnie wycofaną mamą, dzieci nosiłyby w sobie ślad tego wycofania i odczuwały wielki brak czegoś, co z obecnością mamy jest głęboko powiązane: ciepło, czułość, troska, uśmiech. Więc niezależnie od tego, co robię i jak mi wychodzi, jestem kimś dla kogoś, a nie spełniam rolę.

Moje tożsamości będą wychodziły od najważniejszych dla mnie i podstawowych: człowiek, kobieta, dziecko Boże, żona, mama, córka; dalej: przyjaciółka, autorka, trener itd. Dla każdej z nich poszukam celów: co chciałabym zrobić albo jaka być. Co jest najważniejsze? I wyrażalne w działaniach, które można podejmować co dzień. Spiszę na kartkach samoprzylepnych i przyczepię pod tożsamościami. Ważne, że nie w formie listy tylko ruchomych wysepek, bo trzeba będzie przypisać temu wszystkiemu jeszcze stopień ważności. Potem zapiszę sobie efekty myślenia (może potrzebnych będzie kilka dni na uzyskanie wersji na ten moment ostateczniej) w formie przenośnej – do kalendarza, do notesu, gdzieś, gdzie będzie to łatwo dostępne.

A gdy już nadejdzie dzianie się i „z górki na pazurki”, których pełne są zwykłe dni, zawsze będę mogła sprawdzić. Czy to, co robię teraz, przybliża mnie do moich życiowych celów?

Małgorzata Rybak