Mebel z widokiem na siebie

Mebel z widokiem na siebie

Wczoraj było o meblach. I też o roli, jaką przypisujemy sobie samym we własnym życiu (i że gdy coś pójdzie nie tak w komunikacji między ambasadami, zostajemy bez pełni praw obywatelskich u siebie). A dziś chcę Wam pokazać taki mebel we włoskim apartamencie, gdzie spędzaliśmy w tym roku tydzień naszych wakacji.

Nie jest to fotel w salonie ani sypialni – na tym fotelu można się było położyć w kuchni. Wstawiony tam został nie z braku miejsca, bo nasze mieszkanie miało 100 metrów i można w nim było jeździć na rolkach albo na rowerze (gdyby nie drewniane podłogi). W kuchni były kilometry blatów, wielki stół i krzesła, kominek i także fotel z oddzielnym podnóżkiem.

Gdy myślę o dbaniu o siebie, staje mi przed oczami tamten obraz. Żeby móc się z uwagą nad sobą i przy sobie zatrzymać, potrzebujemy swojego własnego pozwolenia. Czasami pomysłu. Niekoniecznie ogłaszania wszystkim, negocjowania, wykłócania się. Na fotelu w końcu siada się z godnością i po cichu.

Zastanawiam się – ale może jeszcze za mało widziałam – kto w naszym kraju wpadłby na to, by fotel wstawić obok kuchenki gazowej. Era Matki Polki wycisnęła na nas piętno samozaorania. A nie zaopiekowania.

Zostały już ostatnie miejsca na jutrzejszy warsztat, na którym będziemy szukać potrzebnych pozwoleń, by widzieć siebie. I widzieć siebie ze współczuciem i troską.

Szczegóły i zapisy TU [KLIK].

Bądźcie dobrzy dla siebie <3

M