Tak wygląda szczęśliwy człowiek. Trzy dni temu, dwa dni po Walentynkach, czyli 16 lutego, odesłałam do Wydawnictwa pliki z tekstem książki.
Jaki to był czas, jej pisanie?
Przypomniał mi, jak gościnnym miejscem są dla mnie słowa.
Jak się w nich zapominam i jak intensywne ze sobą prowadzimy rozmowy. „Przychodzą do mnie jak ptaki”, mam taką myśl od wielu lat, ale bardzo się waham, czy mogę zapożyczyć cytat z poruszającego filmu (ciekawe, kto z Was pamięta?).
Gdy na początku naszego małżeństwa, czyli z 15 lat temu, snułam marzenia o tym, jak mogłoby wyglądać moje życie jako autorki – na ówczesnym blogu „Okruchy dnia” jako jego bohaterka, Okruszyna, pisałam, że siedziałabym w wieży nad morzem i tam mąż mój dostarczałby tylko jedzenie. A ja z pokoju z widokiem składałaby słowa we frazy, niejednokrotnie złożone.
Jak to wyglądało w realu? Potrzebowałam bardzo przepychać się z całym innym życiem, by dawać pisaniu priorytet. Nie obrażałam się na życie, ale chyba też bywałam nieustępliwa w tym, żeby pisania nie zabrakło.
Nie zabrakło też oceniających głosów, że „kto mi pozwolił robić tak szalone rzeczy” (tu pojawia się pytanie, kto mi zabronił, bo coś w tym jest ważnego), że „nie umiem” (mimo że napisałam dwie książki), i chyba najbardziej bolesny: że „nie mam nic do powiedzenia”.
Przez ostatni tydzień mojej pracy mąż zabrał najmłodszego synka na wyjazd na narty, a ja wstawałam, pisałam, jadłam, pisałam, pisałam i szłam spać. Poza tym bardzo chorowałam na zatoki (wczoraj skończyłam brać podwójny antybiotyk).
Słuchałam ze Spotify a-ha w wersji unplugged i ćwierkania ptaków, szumu mroźnego wiatru z Arktyki, fal oceanu, odgłosu stukotu pociągów. Playlista sama zaciągała najprzedziwniejsze dźwięki – powinny dostać we wstępie książki specjalne podziękowania.
Zjadłam tony orzechów w każdej postaci (skorzystałam z wszystkich promocji w biedronce) i gorzkiej czekolady z orzechami. Przytyłam dwa kilo.
Pod koniec czułam się wycieńczona jak Słowacki albo John Keats, choć nie ta epoka.
Nadal jeszcze nie odzyskałam sił, ale przepełnia mnie uczucie radości.
To się dzieje naprawdę.
Dzielę się z Wami.
Tęskniłam za Wami i pisałam dla Was.
Małgosia