Odrzucani bywamy na wiele sposobów. Znam przypadek, gdy dziewczyna odchodząc od chłopaka zostawiła mu list pożegnalny z wypunktowanymi wszystkimi wadami i sugestiami do pracy nad sobą. Dodam, że chłopak nie był wcale gamoniem, wręcz przeciwnie, górna półka człowieczeństwa. Po prostu nie przypasował oczekiwaniom. Wina za brak sukcesu związku na rozstaju dróg została jednak scedowana na niego.
Takie sytuacje są zresztą jakoś wytłumaczalne: młodzieńcze dobieranie się w pary jest także procesem eliminacji i zranienia w jego trakcie są nieuniknione. Brak klasy pewnie powoduje, że są tym dotkliwsze. Jednak odrzucenie zdarza się także tam, gdzie nie powinno z samej definicji natury relacji. Szczególnie bolesne jest w rodzinie. Odejście rodzica, rozwód, porzucenie, a nawet po prostu jakiś wyjściowy brak akceptacji dla drugiej osoby, z którą żyjemy pod jednym dachem – czy to będzie dziecko, czy też mąż albo żona, którym całymi sobą okazujemy, że są „nie tacy, jak byśmy chcieli”. Trudne pozostaje także w miejscu pracy czy przyjaźni – tam, gdzie spodziewalibyśmy się jakiegoś podstawowego szacunku, prawa głosu, bezpieczeństwa.
Napisałam taki tekst (KLIK) o tym, jak możemy przeciwdziałać niszczącej sile odrzucenia. Żeby słowa „nie ma tu dla Ciebie miejsca” nie zabierały nam naszego prawa do miejsca na ziemi i przekonania, że coś znaczymy, coś możemy i zasługujemy na miłość.
Małgorzata Rybak