…w temacie zarządzania, delegowania, motywowania i pracy zespołowej.
Kocham u Simona Sinka to, że czerpie natchnienie do rozwijania idei zespołów i przywództwa od amerykańskich marines, z którymi spędził mnóstwo czasu, zaglądając tam, gdzie normalnie nie ma dostępu ani żaden człowiek z ulicy, ani dziennikarz, ani jakikolwiek inny obserwator. Sinek pisze w swoich książkach, że z wszystkich umiejętności, jakie żołnierze nabywają w czasie swojego boot camp – czyli obozu szkoleniowego w terenie – najważniejszą pozostaje zdolność tworzenia zespołu i wspólnego działania. Wychodzą z poczuciem, że są zespołem i istnieją jako zespół.
Nie oznacza to przecież, że przy wspólnych projektach, jakie podejmujemy, przestają być ważne osobiste cele i wartości. Żaden jednak zespół i żadne przywództwo nie zrealizuje się bez solidarności, zaangażowania i wzajemnego wsparcia, by per saldo wygrał zespół. Nie da tego efekktu troska o to, co jest tylko moją własną ambicją czy „zakresem obowiązków”.
Podobnie delegowanie – nie polega na zrzucaniu na innych swoich obowiązków, ale na pozwalaniu innym na angażowanie swoich pomysłów i talentów oraz uprawomocnieniu ich we własnych decyzjach przy jednoczesnym wsparciu w punktach problematycznych czy krytycznych. W praktyce, nie powiem Ci: „załatw to, żebym nie miał z tym więcej kłopotów”, ale raczej „powierzam ci ten odcinek, ale nie przestaję cię na nim wpsierać w razie potrzeby”. Podobnie zresztą odnosimy sukces jako rodzice: nie „wyręczając się” dziećmi dla własnego świetego spokoju, ale budując w nich poczucie, że dzielenie się obowiązkami jest w naszej wspólnej sprawie, a ich wkład jest wartościowy i ważny. Jesteśmy jedną drużyną, w której każdy ma swoje wyjątkowe miejsce i rolę.
A obrazek – mówi sam za siebie… 😉
Małgorzata Rybak
Żródło obrazka: internet, grupa FB Trener Trenerowi Trenerem