Zmęczona do granic, przemierzałam niedawno autem miasto po kota, którym mieliśmy się zaopiekować podczas wyjazdu majówkowego naszej dorosłej córki.
Wjechałam na Wyszyńskiego, arterię Wrocławia znaną mi przez całe życie, bo to moja dzielnica (po jednej stronie ładne mieszkania, po drugiej poniemieckie kamienice i bieda piszcząca przekleństwami pijanych mężczyzn – dwa światy połączone przejściem dla pieszych na wysokości sklepu mięsnego).
I nagle mignęło mi coś czerwonego – gdy wyprzedzałam kuriera potraw na wynos, który jechał na skuterze z wielkim pudłem do wożenia na plecach. Ponieważ wiosna oszczędza na energii jak wszyscy teraz, i skąpi ciepła, ubrany był w czerwoną pikowaną kurteczkę.
I spostrzegłam, że ta jego czerwona kurteczka powiewa jak peleryna superbohatera.
Przemieszczającego się na pojeździe, który znajduje się w hierarchii jednośladów na samym dole drabiny. Ani motor, ani rower. Ani prędkość, ani prestiż. Żaden kierowca harleya nie podniesie ręki w geście pozdrowienia. A jednak superbohater.
Ta powiewająca czerwień kurteczki jednak sprawiła, że pomyślałam, iż właśnie mijam dziesiątki takich postaci. W płaszczach, w bluzach, gotujących się, bo ubrali się za ciepło albo zamarzających – bo za lekko. Wsiadali do autobusu i wysiadali z niego na przystanku koło piekarni. Szli ulicą. Przechodzili na pasach.
Superbohaterowie, którzy codziennie dowożą, załatwiają, organizują, kochają.
Bez fanfar, bez nobla, bez tysięcy fanów na tiktokach.
I gdy kładą się spać, kładą woje pelerynki do szaf, na krzesełka, na fotele.
Nawet nie wiedząc, że właśnie je odpięli od ramion.
A ponieważ w rmf classic leciała muzyka z Avatara, ten obraz w mojej głowie stał się jakimś hymnem pochwalnym na cześć człowieczeństwa i zwykłego życia. Po policzkach popłynęły mi łzy.
Ja też. Ja też chodzę w pelerynce. Nawet jak myślę, że nie nadążam i tyle mi się rozsypuje.
Gdy to czytasz, pogłaszcz swoją pelerynkę.
Małgosia
To ja między załatwianiem karmy medycznej u weterynarza dla kota, który dostał wczoraj rozwolnienia, a zorientowaniem się, że przyjechałam po paczkę nie do tego paczkomatu. Pelerynki nie widać, bo jest na plecach.