Dzięki znajomym dziewczynom, które założyły już kilka lat temu grupę „Kulturka”, wybrałam się wczoraj do kina. Był to mój pierwszy akces do wspólnego wyjścia, ponieważ często popołudniami pracuję z uwagi na mój nienormalny (znaczy: nienormowany) czas pracy.
Obejrzałam niezwykły obraz – „Perfect Days” Wima Wendersa. W cudnej pracy kamery codziennie towarzyszymy mężczyźnie, którego praca polega na sprzątaniu publicznych toalet w Tokio. Bałam się, co to będzie, znając taki mniej więcej opis tego filmu.
Ale był on ogromnie poruszający i minimalistycznie piękny.
Jaki jest?
🌱 Zaprasza do zaangażowania we własne życie, w sposób przytomny, akceptujący i twórczy.
🌱 Dowartościowuje momenty, które „nic nie znaczą”, a w moim przeżyciu są często uciążliwą monotonią (wkładanie butów, szukanie kluczy, pakowanie się do wyjścia, tysiące powtórzeń otwierania i zamykania drzwi do samochodu).
🌱 Pokazuje, że w dniu zmieści się tylko tyle, ile się zmieści i nie da się go poszerzyć, rozciągnąć, wyeksploatować razem z sobą samym bez reszty.
🌱 Ogromnie współgra z moją zdolnością obserwowania rzeczywistości wokół mnie i wzruszania się nią – ach, doceniam ją po tym filmie dopiero, bo myślałam, że jest moim ciężarem, że „inni tak nie mają”, a okazuje się, że mają.
🌱 Jest o tym, że tragedie i traumy zamykają nas w wysiłku tworzenia sobie bezpiecznego świata i że nie jest to naszą winą.
🌱 Ujmuje scenami wrażliwości i bezinteresownej dobroci.
🌱 Dotyka (mnie dotknął) prawdą o tym, że złamane serce boli i że tych różnopostaciowych złamań serc możemy przeżyć tylko ileś, a któreś w końcu nas powali.
🌱 Jest hymnem na cześć ludzkich potrzeb, w tym potrzeby więzi.
To też jest film o odwadze pozwalania sobie na kruchość, świadomego wybierania sposobu życia i pozostania przy tym wyborze. I o możliwości wychodzenia poza lęk przed zranieniem, by zaryzykować życie pełniej.
Dzisiejszy ranek, dzięki temu filmowi, był zupełnie inny. Świeży. Pełen mojej własnej obecności.
Idźcie do kina, jeśli lubicie kino do namysłu 💛
Dziękuję Reniu, dzięki „Kulturko”!