Bardzo chciałam dzisiaj Was czymś obdarować. Czytelników i grupę warsztatową. I dlatego wymyśliłam taki obrazek, jak na samym dole.
Bo chodzi za mną ta myśl. Chodzi za mną od dawna. Dziś spotkałam ją w kalendarzu adwentowym, który sama przecież napisałam. I myślę, że ta wewnętrzna bieda i to zimno, których doświadczamy, to o tym jest. Że bardzo potrzebujemy. Że bardzo potrzebujemy, żeby przyszło do nas z zewnątrz. A różnie przecież bywa. I po to, by mieć to wewnętrzne światło, potrzebujemy uczyć się dawać sobie te brakujące nam rzeczy.
Tym może być cierpliwość. Może tym być życzliwość. Zrozumienie, gdy jest nam trudno. Czas spędzony na kanapie i patrzeniu przez okno. Albo oglądaniu obrazków w książce. Albo czytaniu. Albo siedzeniu pod kocem z herbatą.
W wyobraźni wiele osób obawia się, że obdarowanie siebie to zaraz jest pogoń przez sklepy i kiście toreb z Prady, Calvina Kleina i sklepów jubilerskich. Bardziej myślę tak może być wtedy, gdy nie spotkamy się z prawdziwym głodem w sobie – głodem akceptacji, bycia kimś ważnym, bycia widzianym i słyszanym.
Ale może da się podarować sobie właśnie to – widzenie i słyszenie siebie. Branie siebie pod uwagę. Otulanie siebie życzliwością. Powiedzenie komuś, że jest nam trudno. Sprawienie sobie niespodzianki. Bycie ponad działaniem. Pogadanie ze sobą. Pobycie ze sobą w milczeniu. Powiedzenie sobie: „Dobrze, że jesteś”. ❤️
m
#bliskosiebie #bliskodrugiego