Moja relacja z własnymi granicami mówi mi, na ile kocham siebie.
Jasne, że kocham siebie też wtedy, gdy spełniam oczekiwania innych, żeby mnie nie odrzucili. Albo kiedy dbam o nich, mimo że u mnie już od dawna pali się czerwona lampka, że „pusty bak, pusty bak!!!!”. Albo inny alarm krzyczy, że palą się na ofiarnym stosie moje własne pragnienia i potrzeby.
Pewnie, że wtedy także jakoś kocham siebie, bo przecież wydaje mi się, że dbam o to, by nie być na świecie sama i by ludzie mnie nie opuścili. Serce człowieka usycha bowiem z tęsknoty bez kogoś drugiego. Nie nakarmi nas pustynia.
Jeśliby jednak za miłość by uznać dbanie o to, by ktoś dobrze się czuł i troszczenie się o to, by mu nie było przykro – to gdy składam w ofierze moje dobre samopoczucie, zdrowie, wierność wobec siebie, to jakbym siebie kochała bardzo mało.
Czasem granice to maleńki kawałek, który zmieści się w dłoni, i który z drżeniem prosi o zaopiekowanie. Jak ptak ze złamanym skrzydłem.
Potrzeba go opatrzyć, wykarmić, uśmiechać się, gdy zaczyna już poskakiwać, chodząc po kuchennym stole.
W końcu wzleci. Zaśpiewa swoją własną piosenkę. Usłyszymy ją we własnym sercu.
Będziemy kochać człowieka, jakim jesteśmy.
Jeśli chcesz uczyć się troszczyć o siebie, opiekując się Twoimi granicami, zapraszam Cię:
🕊 Do grupy rozwojowej online „Granice w praktyce”, która potrwa od 10.03. do 7.04. Teraz dołączysz w cenie 160 zł zamiast 220. Informacje i zapisy TU [KLIK].
🕊 Na stacjonarny „Krąg Kobiet z Czułą Przewodniczką”11.03. (wtorek) o 18:30-21:00 na Wyspie Mocy na Bartla 7a/2. Informacje TU [KLIK].
Z życzeniami dobroci dla siebie
Małgosia