„Przynajmniej jak psa”

„Przynajmniej jak psa”

Pisałam Wam już kiedyś o zdaniu, które powiedziała jedna z uczestniczek moich warsztatów – że „powinniśmy traktować siebie samych przynajmniej tak dobrze jak psa – nakarmić, poprzytulać, pogłaskać i zabrać na spacer”.

Nie lubię słowa „powinno” (ciekawe że nie ma ono bezokolicznika, bo takie właśnie jest – nie wiadomo kto jest źródłem presji, ale zawiera w sobie przymiotnik „winny”), Tak jednak bywamy tak wyuczeni: że tylko to słowo ma wagę i coś znaczy, przez tworzymy zasady oparte głównie o nie.

To zdanie o „traktowaniu przynajmniej jak psa” jakoś wybrzmiewa dla mnie w te dni w kontekście sposobu traktowania własnego ciała.

I myślę, że nakarmić, przytulić, pogłaskać i zabrać na spacer to plan minimum na kryzysowe dni. I dla psa to znaczy tyle, ile potrzeba żeby przeżyć i nie zwariować. Ale by żyć, potrzeba więzi – to znaczy bycia widzianym, słyszanym, kochanym. A to więcej niż lista czynności do odhaczenia.

Jeśli chcesz szukać razem ze mną, co to znaczy, mieć więź z własnym ciałem, zapraszam Cię serdecznie do grupy rozwojowej online „Ciało – mój dom”, która startuje już w poniedziałek 28.08. I jeszcze do poniedziałku możesz dołączyć w niższej cenie.

Szczegóły TU [KLIK].

Z życzeniami dobroci dla siebie 💚

Małgosia

Zdjęcie oczywiście od mojego Brata Bliźniaka. Pytacie też, co było na poprzednim zdjęciu z Aniołkiem i dam Wam jeszcze znać. Nie przypuszczałam, że stworzę taką fotograficzną zagadkę 😉