Rany i nadzieje

Rany i nadzieje

Przeczytałam ten cytat ostatnio i pomyślałam, że wszystko zależy, kto i jak wypowiadałby te słowa.

Gdyby mówił je ktoś pozbawiony empatii, kto wierzy we wszechmoc ludzkiej woli, brzmiałyby one okrutnie. Każdy, kto doznał fizycznego czy emocjonalnego bólu, wie, jak trudno jest odzyskiwać zaufanie do życia.

Gdyby mówił je ktoś, kto z czułością nas widzi i wie, przez co przeszliśmy, a jednocześnie chce nam dodać otuchy – dodałyby kropelkę do wiary w jutro, w którym jest miejsce na nasze (połamane kiedyś) pragnienia.

Rany, jakie nosimy, mogą wyznaczać wiele ze ścieżek, które codziennie wybieramy.

Ścieżki naokoło miejsc, gdzie istnieje ryzyko powtórki.

Ścieżki z fotela do zamknietych drzwi, żeby nie wpuścić przez nie niebezpieczeństwa (ale nie otworzyć ich także dla miłości i wsparcia).

Wytarte ścieżki ku temu, co przerobione i dobrze znane, choć niekoniecznie nas wspiera.

Ścieżki ku wąskim i ciasnym miejscom, w których nadzieje i pragnienia powściągamy, by uniknąć rozczarowania.

Lub – niestety – ścieżki ku nieustannym powtórkom tego, co już było, a czego staraliśmy się uniknąć.

Więc potrzeba miłości, wsparcia, empatii – by uczyć się inaczej.

Poznawać drogi, na których możemy zadbać o siebie.

Podążać ścieżkami zrozumienia, gdzie są nasze podatne i wrażliwe miejsca.

Traktować nasze trudne doświadczenia jako źródło mądrości.

Spoglądać na siebie oczami pełnymi współczucia, które widzą potencjał, który musieliśmy wycofać albo schować przed sobą i światem na skutek doznanych ran.

Może spotkać nas niestety znowu cierpienie – dzisiejsza niedziela jest też o tym. Ale jest też o tym, że gdy rozczarujemy się znowu, nie będziemy sami.

Jeśli zaś pozostaniemy w skorupie, która ma nam zapewnić bezpieczeństwo, ale oddzielić od życia – nie damy naszej nadziei szansy na zmartwychwstanie.

Bądźcie dobrzy dla siebie 💚
Małgosia