Gdyby Twoje ciało miało napisać do Ciebie list – o czym on by był? Czy byłaby to krótka notka od przyjaciela, z którym jesteś w stałym kontakcie, czy bardziej list w butelce od kogoś, kto cierpi w osamotnieniu i wysyła pełne zdesperowanej nadziei s.o.s. – że może usłyszysz?
Gdyby Twoje ciało mogło opowiedzieć swoją historię, co by Ci wyznało wieczorem przy ognisku? Z jakim przejęciem opowiadałoby o swoich narodzinach, szkole, dorosłym życiu? Za czym by tęskniło? Czy opowiadałoby to wszystko jak domownik, czy bardziej jak przybysz z daleka, który najbardziej na świecie pragnie paść Ci w ramiona?
Gdybyś to Ty miał(a) napisać list do swojego ciała, co by to była za historia? Radość i ekscytacja odkrycia, że ono istnieje i jest Tobą? Czy bardziej niepewność, czy się znacie? Czy może słowa o tym, że Ci przykro, że miało dla Ciebie przez tyle lat wartość czysto użytkową? Że służyło do zaprzęgania do pracy? Że było poświęcane dla oczekiwań innych, ile może i powinno?
A może byłyby to słowa „kocham Cię” i „nie opuszczę Cię aż do śmierci?” Bo ono czeka na te słowa. Czeka na kontakt. Na codzienne rozmowy. Na bycie z nim. Wysłuchanie. Położenie na nim Twojej ręki i sprawdzenie, o co Cię prosi. Co Ci daje. I co jeszcze pragnie Ci dać.
Bądźcie dobrzy dla siebie <3
M