Styczeń jest dla mnie jak przystanięcie na peronie w ośnieżonej górskiej miejscowości i pozwalanie, by pospieszne na torach obok jechały beze mnie. Nie dlatego, że brakuje mi zajęć. Potrzebuję chwili, by zobaczyć, dokąd dojechałam, i jaki chcę wybrać dalszy cel podróży. Czy nie pomyliłam składu. Co mam w walizce i której torby można by ze sobą już nie dźwigać. Czego pragnę i co chciałabym, aby się wydarzyło, gdyby to miał być na przykład ostatni rok mojego życia. Bo przecież nie wiem.
Odwracam się też za siebie, by zobaczyć drogę za mną. By docenić te kilometry życia za mną i poprzedni rok. By nie odchodził chyłkiem, niezauważony, gdy w serpentynie i confetti wchodzi ten nowy i jeszcze nieznany, pełen szans.
Rok 2022 spełnił kilka moich marzeń – na przykład o powrocie do warsztatowej pracy stacjonarnej, o staniu się częścią większego zespołu i spotykaniu się z klientami także w gabinecie. Albo o szalonej wyprawie wakacyjnej pod namioty, kiedy przez noc w Dolomitach wylądowaliśmy na campingu w Wenecji. Albo o skoku z pomostu do jeziora.
To nie jest tak, że łatwo mi przychodzi robienie szalonych rzeczy. Przeciwnie. Wielokrotnie „coś szalonego” jest czymś małym, przed czym ściska mi się gardło i całe ciało spina, ale jeszcze silniejsze jest pragnienie, by życie nie było odhaczaniem z listy.
Był to też rok więzi, dzięki którym można skakać z pomostu. Bo słyszysz w sercu: „I hold your back”.
Chciałabym w nowym roku pogłębiać zaufanie do siebie, ludzi i życia. A ponieważ wybraliście na temat kolejnej grupy rozwojowej „praktykowanie odwagi” (zdecydowaną przewagą głosów), możemy od końca stycznia robić to razem. O szczegółach poczytacie TU [KLIK].
Bądźcie dobrzy dla siebie
Małgosia
PS. Dla Aletei we wtorek pisałam o żegnaniu starego roku i witaniu starego – TU [KLIK]. Jeśli chcecie zrobić to z kimś, to możemy spotkać się także na sesji indywidualnej – zapraszam.