„Syndrom oszusta” – choć dosyć prosto go tłumaczymy, nie jest prostym tematem. Poleciała mi niejedna łza przy naszych codziennych rozmowach w grupie rozwojowej.
Dlaczego to trudne?
Bo z kłamliwymi, zniekształconymi myślami o nas samych możemy iść tak długo, że nie tylko ciężko jest nam się od nich odklejać, ale i w ogóle je zauważać.
Każdy ekosystem domowy, szkolny, przyjmujemy najpierw swoim dziecięcym umysłem jako jedyny na świecie i odzwierciedlający prawdę o nas samych.
I wierzymy potem w obraz siebie, jaki zabieramy z toksycznych sytuacji, nie umiejąc się połapać, że jest iluzją – rezultatem naszego wewnętrznego (nieraz toksycznego) ekosystemu.
„Syndrom oszusta” to trudny temat, bo z zajmowania się kompetencjami zawodowymi i pragnieniami w tym obszarze – niechybnie lądujemy w najbardziej osobistym miejscu: wnętrzu naszego serca, gdzie mierzymy się z najgorszymi myślami o sobie.
Są to pamiątki relacyjne i tak naprawdę do relacji się odnoszą. Chcielibyśmy czuć się kochani.
Wczoraj do późnego wieczora prowadziłam warsztat na ZOOM w grupie rozwojowej o „Syndromie oszusta” – zaglądaliśmy w swoje historie i tworzyliśmy mapy nowych rytuałów świętowania sukcesów i niepowodzeń.
Ja zawsze świętuję spotkanie face to face po kilku tygodniach wspólnej pracy. Z wieloma z Was już się dobrze znam i noszę w sercu najserdeczniejsze myśli o tej naszej wspólnocie w rozwoju.
Warsztat pociągnął ze mnie tyle energii, że po nocy pełnej snów dziś o 7:35 obudził mnie rano najmłodszy syn pytaniem: „Mamo, to ja dziś nie idę do szkoły?” 😉
Życzę Wam pięknego grudnia i ślę przypomnienie, że jeszcze do jutra możecie kupić kursy online w mikołajkowej połowie ceny. Dostęp do nich otrzymujecie na rok.
Link znajdziesz TU [KLIK].
A ja zmykam zmieniać opony na zimowe, kto wie, może zdarzy się jeszcze jakiś śnieg??
Bądźcie dobrzy dla siebie
Małgosia
