Zobaczcie, co znalazłam wczoraj w skrzynce na listy! Och, jak się cieszę, że przyszła. Czule ją pozdrawiam i z nią świętuję. Poświętujecie ze mną?
Robię jej pamiątkowe zdjęcie. Mojej akredytacji CCA z SET Accreditation Program. Na honorowym miejscu – jestem mała ja, której mogę opowiedzieć: „Zobacz Gosiu, będziesz wspierać innych ludzi i będzie do dla nich ważne i dobre”. Muszę jej to wszystko opowiedzieć, bo wygląda niepewnie i ma wiele wątpliwości. Tyle się nasłuchała o sobie różnych rzeczy przez całe życie, że trochę nie wierzy, że czekają ją wspaniałe chwile.
Pod nią leży niezapominajka z mojego klombu. Po to, żeby pamiętać. Żeby zapamiętywać o sobie nowe rzeczy. Żeby w dzień, gdy miała być wiosna, a jest deszcz ze śniegiem, pamiętać jak wygląda słońce. Żeby pamiętać też, że minuty i godziny robienia czegoś składają się na coś większego, czego od razu nie widać. I jest tak z wychowywaniem dzieci, sadzeniem kwiatów i uczeniem się czegoś nowego.
Co trochę tłumaczy, czemu na zdjęciu znalazł się też zegarek. Na pamiątkę wymaganych do akredytacji 70 godzin sesji z klientami, z czego 70% musiało być płatnych. Choć po prawdzie tych sesji przeprowadziłam do dziś już 121. I nie każda mieściła się w godzinie.
Oczywiście za tymi cyframi stoją spotkania. Każde inne, każde nowe, każde było stawaniem w obecności nieznanego świata drugiego człowieka, który zaszczyca mnie podzieleniem się czymś z tej skarbnicy myśli, uczuć, doświadczenia. Z wielką wdzięcznością myślę o moich pierwszych klientach – bo dzięki nim mogłam stawać się coachem, kimś, kto towarzyszy. Z wielką wdzięcznością myślę o swoich klientach i ich zaufaniu do mnie, pragnieniu zmienia czegoś, zrobienia czegoś dla siebie, doświadczenia czegoś nowego, rozwoju, zaopiekowania się sobą.
Zegarek dotyka „expiry date” tej akredytacji – i przypomina mi, że to droga ciągłego rozwoju i pogłębiania kompetencji, uczenia się nowych rzeczy. Bo jest tak, że po przeczytaniu jednej książki na jakiś temat, uważamy się za ekspertów, ale po przeczytaniu 10 już mniej, a po przejściu przez ileś szkoleń i poznanie iluś perspektyw – widzimy jak rozległą górę przed sobą to wszystko, czego nie umiemy i nie wiemy. Więc ja się dziko cieszę na tę drogę górskim szlakiem, że tyle przede mną do odkrycia, że życia całego nie starczy.
Na zdjęciu jest też motylek – żeby przypominał mi, że jeśli czuję się w tej chwili jak mała gąsienica buszująca w trawie, a niekiedy jak znieruchomiały bezradnością kokon, to jestem motylem w procesie. I za trzy miesiące albo trzy lata, a może trzydzieści, opowiem tej małej Gosi kolejne niezwykłe historie pełne wrażliwości, więzi i odwagi.
Filiżanka z herbatą mówi mi o tym, że ciągle potrzebuję dla siebie. Wsparcia, ładowania akumulatora, empatii, obecności. Że z pustego nawet Salomon by nie nalał.
No i wypijam tę herbatę razem z Wam, stoi tu przy laptopie. By dać tej radości i świętowaniu pożyć dłużej. By się mogła rozgościć (ech, znacie to, że smutki to rozgaszczają się łatwiej i jakby same, a radości łatwo wpadać do szuflady?). I by powiedzieć Wam, że warto. Warto zaczynać nowe. Warto cierpliwie robić stare, jeśli jest wspierające i życiodajne. Warto szukać ludzi, przy których rozkwitamy. Warto prosić o pomoc. Warto uczyć się siebie i coraz więcej w sobie przyjmować 💚
Bądźcie dobrzy dla siebie 🧡
M
„Warto szukać ludzi, przy których rozkwitamy.” To coś o Tobie ode mnie 😀
Małgosiu, w dniu Twojej wielkiej radości ogromne gratulacje, uściski i wyrazy uznania dla tego, co już osiągnęłaś. Powodzenia w tej pięknej przygodzie!!!!!!!
Specjalnie na Twoją cześć napiję się dzisiaj pysznej herbaty w pięknej filiżance.
Uściski
Dzięki, dzięki, dzięki! <3
Pani Małgosiu! Swiętuję z Panią i gratuluję. Piję z wdzięcznością herbatę i wracam do rozumiejących, kojących i karmiących mnie Pani słów.
Pani Małgosiu! Swiętuję z Panią i gratuluję. Piję z wdzięcznością herbatę i wracam do rozumiejących, kojących i karmiących mnie Pani słów. Ewa
Dziękuję za wspólną herbatę! <3